Załóż bloga Zaloguj się



Trucizny wokół nas

Początkowo świat trucizn wokół człowieka ograniczony był do naturalnych substancji trujących występujących w roślinach i jadach zwierzęcych. Ale to się zmieniło...  


Pierwotni ludzie, zdobywając żywność, musieli nauczyć się rozróżniać to, co zagrażało ich życiu od tego, co mogło stanowić pokarm. Naturalne toksyny roślinne i zwierzęce stosowali do zatruwania strzał, za pomocą których polowali i zdobywali pokarm. W miarę udoskonalenia życia człowieka zaczęły pojawiać się nowe zagrożenia toksykologiczne. Rozwój cywilizacji, przemysłu i transportu pogłębia to zanieczyszczenie. Pojęciem trucizny określamy substancję organiczną lub nieorganiczną, która – wprowadzona do organizmu w odpowiedniej dawce – zakłóca jego funkcjonowanie życiowe, a może nawet spowodować śmierć. Trucizny mogą działać gwałtownie lub gromadzić się w organizmie, powodując przewlekłe zatrucia. Rodzaje zatruć Substancja toksyczna może być wchłonięta do organizmu jedną z trzech dróg: przez skórę, układ oddechowy lub z przewodu pokarmowego. Ze względu na przyczyny wyróżniamy kilka typów zatruć: ! zatrucia zawodowe (skażone środowisko pracy); ! zatrucia środowiskowe (skażona woda, powietrze, gleba); ! zatrucia pokarmowe (skażona żywność; ! zatrucia lekami (lekomania, toksykomania, zatrucia przypadkowe); ! zatrucia toksynami naturalnymi – przypadkowe i zamierzone.

Polecamy: darmowa bramka sms

Zatrucia przebiegają w różny sposób: 1. Zatrucia ostre kończą się nawet zgonem; 2. Zatrucia podostre występują zwykle po kilkakrotnym przyjęciu trucizny w dawkach mniejszych; 3. Zatrucia przewlekłe pojawiają się w wyniku długotrwałego narażenia na substancję toksyczną, ale w małych dawkach. Objawy mogą wystąpić po dłuższym czasie od momentu przyjęcia trucizny i nasilać się stopniowo, wraz ze wzrostem jej nasycenia w organizmie. Osobom, które uległy zatruciu poprzez połknięcie trucizny, podaje się do picia letnią wodę, rozcieńczone mleko, białko jaja kurzego, zawiesinę skrobi lub węgla leczniczego. Gdy trucizną zostały skażone oczy, należy je przemywać przez 5 minut bieżącą wodą i osłonić przed działaniem jaskrawego światła. W przypadku zatrucia jadem żmii należy natychmiast unieruchomić kończynę i – jeśli to możliwe – podać surowicę przeciwko jadowi węży. Niektórzy zalecają wyssanie jadu z rany. Trucizny w świecie zwierząt Najczęściej stykamy się z jadem po użądleniu pszczoły, które wywołuje opuchnięcie, pieczenie i swędzenie, a niekiedy reakcję alergiczną. Ukłucia pojedynczych pszczół nie wywołują objawów niebezpiecznych dla życia.

 

Zdarza się jednak, że użądlenie w nasadę języka, gardło lub krtań może wywołać niedrożność dróg oddechowych i śmierć przez uduszenie. Podobnie jest u ludzi, którzy są uczuleni na jad pszczeli – użądlenie nawet przez jedną pszczołę wywołuje w krótkim czasie wstrząs anafilaktyczny, a nawet śmierć. Również ukąszenia skorpionów żyjących w Afryce mogą być śmiertelne. Skorpiony żyjące w innych regionach nie zagrażają życiu człowieka, ale ich użądlenie wywołuje silny ból, opuchnięcie, podwyższenie temperatury ciała. Ryby same w sobie mogą być dla człowieka trujące, ponieważ pokarm, którym się żywią, zawiera substancje toksyczne. Najczęściej dzieje się tak, gdy żywią się trującymi glonami. Zjedzenie surowego mięsa takiej ryby wywołuje poważne zaburzenia w funkcjonowaniu układu trawiennego. Jedną z niebezpiecznych ryb jest na przykład murena, chociaż jej ugotowane lub usmażone mięso nadaje się do spożycia, a nawet jest bardzo cenione. Trucizny wświecie roślin Działanie toksyczne na układ krążenia mają między innymi konwalia majowa i naparstnica purpurowa. Związki zawarte w naparstnicy wywołują zatrucia o ciężkim przebiegu, z uszkodzeniem mięśnia sercowego, zaburzeniami pracy serca i funkcji naczyń krwionośnych. Objawom towarzyszą bóle brzucha, biegunka, uporczywe wymioty. W przypadku zatrucia konieczna jest pomoc specjalistyczna.

Zatrucie? Wypróbuj lek na kaca

 

Silnie trującą rośliną jest ziemowit jesienny. W jej skład wchodzi bowiem szkodliwa kolchicyna, która uszkadza układ krwiotwórczy, powodując zaburzenia w wytwarzaniu m.in. krwinek czerwonych. Zjedzenie zaledwie kilku nasion tej rośliny stanowi śmiertelne zagrożenie dla dorosłego człowieka. Wiele roślin powoduje u ludzi wrażliwych różnego typu podrażnienia na skórze – od lekkiego zaczerwienienia do stanów zapalnych z obrzękiem i wypryskiem pęcherzykowatym lub grudkowatym, kończącym się niekiedy martwicą tkanki. Przykładem takich roślin są m.in.: pokrzywa, hiacynt, narcyz, anemony, klematisy, gorczyca czarna, jałowiec, tuja, tytoń, pomidor, krwawnik, dziurawiec. Każdy produkt spożywczy, który spożywamy, musi być bezpieczny dla zdrowia. Zapewne z takim przeświadczeniem robimy codzienne zakupy, aczkolwiek nie możemy zapominać o naszym środowisku naturalnym. Nie kto inny jak my sami je zatruwamy. Działalność człowieka powoduje, że różne odpady przemysłowe, spaliny samochodowe, środki chemiczne stosowane w produkcji rolniczej, ścieki i odpady zanieczyszczają wodę, glebę i atmosferę. Wszystkie zanieczyszczenia zagrażają żywności i wodzie, mając tym samym istotny, niekorzystny wpływ na zdrowie pojedynczego człowieka oraz całego społeczeństwa. W zakresie ochrony środowiska wiele już zrobiono i wciąż wiele się robi, ale powinniśmy zadać sobie pytanie, co my robimy dla naszego organizmu i czym się dzisiaj trujemy


Nieczysta gra

Od kilku lat rozwija się w naszym kraju rynek odszkodowań powypadkowych. Z jednej strony działają towarzystwa ubezpieczeniowe. Jak każde inne firmy komercyjne maksymalizują swe zyski, minimalizując straty. Te ostatnie powstają wskutek wypłat odszkodowań. Ich adresatom pomagają je, za odpowiednią prowizję, coraz skuteczniej wywalczać wyspecjalizowane firmy. Rynek tego typu usług stale się powiększa. Co roku na polskich drogach ginie ponad 5 tysięcy ludzi, a kolejnych 60 tys. odnosi obrażenia. Duże są też kwoty odszkodowań, które wchodzą w grę. 
Mówi się o nawet 3 mld zł! Jednak towarzystwa ubezpieczeniowe prowadzą politykę niekoniecznie zgodną z interesami ofiar wypadków. Część z tych ostatnich w ogóle nie wie, że należą się im jakiekolwiek pieniądze, innym towarzystwa odmawiają wypłat, bo domniemają, że ci nie będą się upominać, innym jeszcze zmniejszają wysokość odszkodowań, licząc na to, że zadowolą się nawet niewielkimi kwotami. „Zaoszczędzone” w ten sposób pieniądze towarzystw ubezpieczeniowych można liczyć w setkach milionów złotych! 300 fi rm Zatem nie można się dziwić, że w ciągu ostatnich kilku lat na rynku odszkodowawczym powstało blisko 300 fi rm zajmujących się pozyskiwaniem i odzyskiwaniem odszkodowań dla ofiar wypadków. Wszystkie one zgodnie walczą z towarzystwami ubezpieczeniowymi o jak najwyższe odszkodowania dla klientów. Walczą też między sobą. Polega to m.in. na oferowaniu klientom lepszych usług, niższych prowizji czy szerszego zakresu oferowanych usług (np. pomocy w rehabilitacji). Firmy pośredniczące w załatwianiu odszkodowań to jednocześnie śmiertelni wrogowie towarzystw ubezpieczeniowych. Było tylko kwestią czasu, kiedy dojdzie do publicznego zwarcia pomiędzy fi rmami odszkodowawczymi w walce o udziały w rynku i starcia ich (również publicznego) z towarzystwami ubezpieczeniowymi. 


Wojna ta – co było łatwe do przewidzenia – niekoniecznie prowadzona jest zgodnie z zasadami fair play. Brudny biznes nieszczęścia I stało się. Na początku lutego w jednym z ogólnopolskich dzienników oraz w jednej z dużych stacji telewizyjnych ukazały się materiały o „brudnym interesie na ofiarach”. We wspomnianym dzienniku ukazało się kilka relacji z „dziennikarskiego śledztwa”, utrzymanych w alarmującej konwencji. Wg autorów tekstu, na blisko 3,2 mld zł odszkodowań aż 40 proc. „przechodzi” przez ręce pośredników, czyli firmy odszkodowawcze. Ich przychody roczne „to 250-500 mln zł rocznie”! Ponadto, zdaniem gazety, wszystkie umowy z ofiarami wypadków mają być zawierane w sposób jeśli nie niezgodny z prawem, to przynajmniej nieetyczny! Firmy odszkodowawcze rzekomo zdobywają dane o wypadkach od funkcjonariuszy policji itp. Później, wykorzystując zły stan zdrowia pacjentów oraz częste „otumanienie” ich środkami farmakologicznymi zmniejszającymi cierpienia, wymuszają w podstępny sposób podpisanie umów. 


Na ich podstawie firmy odszkodowawcze za swoje usługi mają brać olbrzymią prowizję – nawet do 50 proc. kwoty odszkodowania! TV show Podobne, jednostronne informacje przekazywała rzeczona stacja telewizyjna, która poszła nawet dalej. Jej dzielni reporterzy poinformowali o sprawie sądowej wytoczonej jednemu ze szpitali w związku z handlem danymi osobowymi. Powodami w tym procesie są byli klienci firmy odszkodowawczej. Sprawa rozpoczęła się w połowie lutego przed sądem w Zielonej Górze. Wracające miliony Przedostatni dzień lutego. Warszawska siedziba Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Konferencja prasowa wrocławskiej firmy odszkodowawczej – negatywnego bohatera wspomnianych relacji prasowo-telewizyjnych. Na sali kilkunastu dziennikarzy z branży, paru z innych mediów. Dwie kamery telewizyjne. Nie pojawia się żaden dziennikarz z rzeczonego dziennika i owej stacji telewizyjnej. Bo i po co? Zapewne w swoim mniemaniu wiedzą lepiej, o co w tym wszystkim chodzi. A może po prostu zrobili już swoje i reszta nie ma żadnego znaczenia? 


Szkoda, że się nie pojawili, bo mogliby przekazać swoim czytelnikom i telewidzom kilka ciekawych faktów. Na przykład o tym, że maksymalna prowizja firmy odszkodowawczej wynosi 30, a nie 50 procent. Że na 20 tysięcy przyjętych przez tę fi rmę spraw aż 7.200 dotyczyło wypadków, które miały miejsce co najmniej rok przed ich zgłoszeniem – w tym aż 2.600 dotyczyło wypadków sprzed ponad pięciu lat! Co oznacza, że gdyby nie pomoc firmy odszkodowawczej, aż tylu poszkodowanych nie otrzymałoby ani złotówki za poniesiony w wypadkach uszczerbek na zdrowiu! Czytelnicy owej gazety ani odbiorcy rzeczonej stacji TV nie dowiedzieli się też, że wywalczone dla tych ofiar odszkodowania opiewały na kwotę 120 milionów zł! Czekając na fi nał Za kilka tygodni odbędzie się kolejna odsłona sprawy przeciw szpitalowi w Zielonej Górze. Pojedziemy tam i sprawdzimy, czy dzielna pani z telewizji będzie znów obecna, by po raz kolejny ją relacjonować, czy może da sobie spokój, bo sprawa została już załatwiona. Takie jak powyżej opisane jednostronne przekazywanie wydarzeń przez media może rodzić pytania o tym, gdzie kończy się obiektywna informacja, a zaczyna czarny PR. 


Sterowanie pogodą

Zastanówmy się, dlaczego rozwinięcie zunifikowanej teorii powinno być, a właściwie powinno było być, głównym tematem debat przy uniwersyteckich stołach posiedzeń oraz w salach obrad najróżniejszych organizacji, a także nurtować umysły ziemskich naukowców. Najlepszym sposobem uzmysłowienia sobie tego jest dokładne przyjrzenie się kłopotliwej sytuacji, w jakiej się znajdujemy z powodu nieuczynienia tego wiele lat temu. Nasze zmartwienie polega na tym, że dostrzegamy skutki katastrofy, ale nie potrafimy jej wyjaśnić. Istnieje wiele naturalnych okoliczności powstawania katastrof, które są otwarcie omawiane w szkołach i które opisuje się w książkach. Ich wspólną cechą jest jednak brak wyjaśnień ich przyczyn! Przyjrzyjmy się kilku z nich i rozważmy je w świetle nowych, ostatnio przedstawionych, teorii, które oferują rozsądne rozwiązania. Źródło pochodzenia ciepła wewnątrz Ziemi jest przedmiotem trwających od dawna badań. Charles H. Hapgood cytuje w swojej książce The Path of the Pole (Droga bieguna)1 poglądy urodzonego w Niemczech amerykańskiego sejsmologa Beno Gutenberga (1889-1960), który współpracował z Charlesem Richterem przy opracowywaniu jego skali, zwanej skalą Richtera.

Proponowano wiele hipotez wyjaśniających pochodzenie wewnętrznego ciepła Ziemi, jednak obecnie postuluje się jedynie dwa jego źródła: radioaktywność oraz ciśnienie grawitacyjne… Zagadnieniu temu poświęcono ogromne środki i mimo to pochodzenie i utrzymywanie się wewnętrznego ciepła Ziemi nadal pozostaje jednym z najpoważniejszych, nie rozwiązanych przez naukę problemów. Jest to znakomite zobrazowanie problemu. Mamy oto poważny, nie rozwiązany problem, który pochłonął już olbrzymią ilość czasu badaczy oraz pieniędzy, i nadal nie znamy odpowiedzi! Nie mamy nic! Powód wydaje się oczywisty. Obecne teorie robocze po prostu nie obejmują tego zagadnienia. Nie chciałbym jednak pozostawić państwa bez odpowiedzi, przeto spróbuję ją przedstawić. Wpoprzedniej części tego opracowania wspomniałem o Efekcie Rotacyjno- Ugięciowym (efekt RB; Rotational-Bending Effect) jako możliwej do przyjęcia zunifikowanej teorii. Uważam, że ta koncepcja jest możliwa do przyjęcia. Omawiając sprawę pochodzenia wewnętrznego ciepła Ziemi, jej autor, James Bowles, wyjaśnia to na przykładzie przełamywania drutu, który opisał w swojej książce The Gods, Gemini and the Great Pyramid (Bogowie, Bliźnięta i Wielka Piramida

2: Kiedy staramy się przełamać kawałek drutu z wieszaka, zginamy go raz w jedną, a raz w drugą stronę, usiłując doprowadzić drut do zmęczenia, wyczerpania go, co w końcu następuje. Nie działa to najlepiej, ponieważ nie jest to najlepsza metoda, niemniej zginanie drutu w obie strony zmienia jego strukturę i doprowadza do jego utwardzenia. Utwardzanie następuje w wyniku wewnętrznego tarcia powstającego podczas zginania, które ogrzewa drut i go utwardza. Powinniśmy pamiętać o tym wywołanym przez tarcie cieple, ponieważ ma ono zastosowanie również w stosunku do Ziemi. [Pokreślenie moje – R.W.N.] Efekt RB powoduje uginanie skorupy ziemskiej (podobnie jak w przykładzie z drutem), dzień po dniu, rok po roku, tysiąclecie po tysiącleciu, i wytwarzane w tym ciągłym procesie ciepło ogrzewa górne warstwy skorupy ziemskiej, tak jak to sugeruje Bowles. Łańcuch wysp hawajskich stanowi kolejny problem dla nauki. Przełamuje on powierzchnię dna Pacyfiku wyraźnym łukiem, którego forma opisywana jest różnie: jako wybrzuszenie gorącego punktu wulkanicznego przesuwającego się pod stacjonarna skorupą lub jako jako wynik przesuwania się skorupy nad stacjonarnym gorącym punktem.

Spróbujemy sprawdzić te teorie, lecz zanim tego dokonamy, powinniśmy zastanowić się, czy te przeciwstawne poglądy są możliwe do przyjęcia w ramach jednej zunifikowanej teorii. Rozważając to, należy zrezygnować z analizowania jakichkolwiek teorii, których sednem byłby jakikolwiek proces, ponieważ proces jest po prostu receptą zmian a nie rozwiązaniem. Za receptą kryją się składniki, a za nimi biologiczne początki, a jeszcze za nimi siły, które je warunkują – i tam właśnie pragniemy dotrzeć! Tak więc zunifikowana teoria musi z definicji zawierać opis sił, które utrzymują system w ruchu, co bardzo precyzyjnie wyraził emerytowany inżynier i nauczyciel fizyki, James Bowles.3 …siła i tylko siła może być przyczyną ruchu. Energia nie jest w stanie tego wykonać, a także pęd oraz bezwładność… Natura musi zamienić układ siły, aby nastąpił jakikolwiek ruch… Jeśli jest ruch, to znaczy, jeśli na przykład wieje wiatr, przesuwają się chmury, wypiętrzają Himalaje lub gdy niebo przeszywa zygzak błyskawicy, wiemy, że przyczyną tego była siła. Zasada ta jest tak fundamentalna, tak oczywista, że zawracanie sobie głowy czymkolwiek innym, dopóki nie zostaną zidentyfikowane siły, jest marnowaniem czasu. To jest podstawa! Twierdzenie, że zunifikowana teoria musi mieć podstawy w postaci sił, w bardzo trafnej formie wyraził również Mac Strain:4 Naukowcy pragnęliby zredukować każde rozwiązanie do prostego równania… Gdybyśmy mieli dynamiczną teorię osi zredukować do takiego fundamentalnego równania, to przyjęłoby ono postać F =ma… W doktrynie tej zamknięte jest elementarne piękno, które polega na tym, że jeśli uda nam się wykreślić drogę ruchu i określić siły, potrafimy opisać wydarzenie w najdrobniejszych szczegółach. Parafrazując profesora Thomasa Henry Huxleya, zapytam: Któż odważy się temu sprzeciwić? Wątpię, aby znalazł się choć jeden naukowiec, inżynier, fizyk lub matematyk, który rzuciłby wyzwanie prymatowi sił w procesie wykonywania pracy.

Nawet w przypadku malutkiego nasionka przebicie osłony i wypuszczenie kiełka jest efektem działania siły – wyraźnym i prostym. Jest to tak oczywiste, że nie podlega dyskusji. Następstwem tego jest kolejne piękno, które polega na tym, że siła i ruch definiują pracę, zaś praca definiuje poziom wydatkowania energii. Warto jednak zauważyć, że niemożliwy jest proces odwrotny, to znaczy wytworzenie pracy poprzez samą energię, a następnie ruchu, o ile nie wytworzymy najpierw siły. Podobnie jak poprzednio, nie ma ani jednego naukowca, inżyniera, fizyka lub matematyka, który podważyłby ten aksjomat. Jest to tak oczywiste, że nie podlega jakiejkolwiek dyskusji! Należy wyraźnie podkreślić, że każda teoria naukowa, która za podstawę wyjaśnienia mocy sprawczej przyjmuje energię, wymaga rewizji. Istnieją jeszcze inne naturalne wydarzenia i okoliczności, których wyjaśnienie nie mieści się w ramach ortodoksyjnych poglądów, a już zupełnie nie mieszczą się w nich takie rzeczy, jak źródła trzęsień ziemi, wulkany, ziemskie pole magnetyczne, epoki lodowcowe, osady i skamieniałości na szczytach gór, drzewa na dnie oceanu, piaszczyste plaże na wysokości 15 000 stóp (4 500 m), starożytne korale w wodach północnego oceanu oraz tereny wokół jeziora Titicaca w peruwiańskich Andach. Jezioro Titicaca jest świadectwem jednego z najpotężniejszych kataklizmów, jakie miały miejsce na Ziemi. Jezioro to mające długość około 140 (225 km) i szerokości 70 mil (112 km) jest położone w prostej linii około 360 mil (580 km) na wschód od płaskowyżu Nazca i leży na granicy Peru i Boliwii na wysokości około 12 500 stóp (3 750 m). Graham Hancock, autor książki Fingerprints of Gods (Ślady palców bogów)5, podaje w niej, co następuje:

Położone ponad dwie mile nad poziomem morza jezioro Titicaca jest zaśmiecone milionami skamieniałych morskich muszli. Oznacza to, że całość Altiplano została wyniesiona kiedyś z dna morza. Titicaca do dzisiaj zachowało morską faunę – ryby i skorupiaki o charakterze morskim a nie słodkowodnym. Jego wielkość uległa znacznej zmianie, na co wskazuje starożytna linia zalewowa widoczna na znacznej części otaczającego go terenu. Znacznie trudniejsza do wytłumaczenia jest obecność miasta Tihuanaco, które było kiedyś portem z potężnymi dokami położonym tuż nad brzegiem jeziora. Jego ruiny są obecnie opuszczone i leżą w odległości około 12 mil (19 km) na południe od jeziora oraz ponad 100 stóp (30 m) powyżej linii brzegu. MORSKIE GÓRY I GORĄCE PUNKTY Wróćmy obecnie do łuku wysp hawajskich i przyjrzyjmy się im z punktu widzenia tego, o czym mówiliśmy wcześniej. Mac B. Strain, obecnie na emeryturze, był z zawodu inżynierem budowlanym i pracował w firmie US Geological Survey w sekcji map. Początkowo pełnił funkcję szefa wydziału obsługi technicznej w wydziale planowania technicznego, a następnie inne temu podobne stanowiska. W swojej książce The Earth’s Shifting Axis (Zmiany położenia ziemskiej osi) przedstawia koncepcję, którą nazywa dynamiczną teorią osi. Teoria ta mówi, że oś obrotu Ziemi, skądinąd stosunkowo stabilnej planety, zmienia swoje położenie wymuszając nowe położenie strefy równikowej. W rezultacie powstają odpowiednie zmiany wysokości na wszystkich szerokościach geograficznych wynikające z przemieszczenia południków. Najistotniejsza dla tej teorii jest koncepcja zakładająca istnienie mórz magmy, której radialny wpływ (wzdłuż promienia Ziemi) wywiera ciśnienie na dolną część skorupy ziemskiej.

Ciśnienie to wytwarza według Straina naprężenia, które są przyczyną pękania skorupy i wnikania w nią magmy zgodnie z teorią mówiącą, że magma przenika ku górze w strefach grzbietów środkowooceanicznych. Strain wyraża się jasno i jednoznacznie, twierdząc – w czym go popieram – że te intruzje magmy są absolutnie niezdolne do przesuwania skorupy w bocznym kierunku. (Koncepcja bocznych ruchów skorupy ziemskiej pod wpływem energii termicznej i intruzji magmy jest, jak zapewne państwo sobie przypominają, częścią teorii płyt tektonicznych, a co za tym idzie uniformitaryzmu6). Oto, jak Strain opisuje przypadek hawajski:7 Rozciągający się na północ i północny zachód od wysp hawajskich rząd podmorskich gór stał się źródłem naukowej hipotezy, zgodnie z którą skorupa ziemska przesuwa się nad gorącymi punktami w astenosferze8. Dokładne przejrzenie map fizycznych Oceanu Spokojnego wykonanych przez National Geographic Society9 ujawnia istnienie wielu ustawionych w linii łańcuchów podmorskich gór. Grzbiet Hawajski ciągnący się od wyspy Hawai aż do wysp Midway jest najważniejszy… Jego przedłużeniem wydaje się być Grzbiet Cesarski, lecz z gwałtownym skrętem, który nadaje mu bardziej północny kierunek. Strain podkreśla, że jeśli te dwa łańcuchy zostały utworzone przez to samo skupisko gorącego punktu i przez te samy ruchy skorupy, to powinny być one równoległe. Mapy fizyczne dna Pacyfiku dostarczone przez National Geographic Society, dowodzą jednak, że nie są, co z kolei utrudnia jego zdaniem akceptację poglądu, że zostały one stworzone przez ruchy tektoniczne.

Następnie Strain przedstawia alternatywną koncepcję – system wolno poruszających się, podobnych do atmosferycznych, „huraganów magmowych”, których przypadkowe trasy wzdłuż dolnej warstwy skorupy nie tylko tłumaczyłyby nierównoległe usytuowanie łańcuchów podwodnych gór, ale również istnienie małych, przypadkowo usytuowanych gór na dnie oceanu, których nauka ortodoksyjna nie jest w stanie wyjaśnić. Dynamika postulowana przez teorię płyt tektonicznych w stosunku do szczytów podmorskich jest omówiona także w artykule Dvoraka, Johnsona i Tillinga „Dynamics of Kilauea Volcano” („Dynamika wulkanu Kilauea”) zamieszczonym w roku 1992 w Scientific American: 10 J. Tuzo Wilson „zagadkę Kilauea” – mechanizm powstawania wysp hawajskich oraz innych środkowopłytowych wulkanów – wyjaśnia jako „powolny marsz dna morskiego nad głęboko i stosunkowo trwale umiejscowionym w płaszczu Ziemi wyniesieniem stopionej skały”, który nazywa „gorącym punktem”.11 Twierdzi, że w czasie przesuwania się płyty pacyficznej w kierunku północno-zachodnim „gorący punkt wytwarza ciąg liniowo rozmieszczonych wulkanów”.12 Przyznając, że model wyniesień stopionej skały w płaszczu nie wyjaśnia pochodzenia magmy gorącego punktu, 13 Wilson sugeruje, że zasila on nią pięć wulkanów.14 Mechanizm ten, będący kombinacją energii cieplnej i zasady Archimedesa (niestety, nie podaje której), jest jego zdaniem siłą napędową tego procesu. W artykule czytamy dalej:15 Kiedy będący w stanie stałym materiał unosi się ku górze, poddany zostaje niezwykłemu obniżeniu ciśnienia.

Ten spadek ciśnienia umożliwia stopienie pierwotnie stałego materiału. Ze względu na mniejszą gęstość [ciężar właściwy] lżejsza, stopiona frakcja skał, przemieszcza się ku górze, oddzielając się od stałej pozostałości… Magma, wypływając na powierzchnię, gdzie nazywa się lawą, przeciska się przez górną warstwę płaszcza skorupy ziemskiej i „tworzy w niej soczewkowate szczeliny”, dostarczając ciepła oraz materiału do wulkanicznych erupcji. 16 Proces ten jest jedynie opisem zachodzących zmian i nie wyjaśnia, skąd bierze się gorąca magma ani skąd pochodzi ciepło, które jest siłą napędową tego systemu. SIŁY, PRACA, ENERGIA Jak zatem wyjaśnić istnienie łukowatych grzbietów górskich, wypływanie lawy oraz gwałtowność erupcji wulkanów, która wygląda, jakby była skutkiem potężnego ciśnienia? Gdzież więc znajdują się te siły, jeśli to wszystko nie jest przejawem energii systemu? Odpowiedź brzmi: w siłach, w momentach zginających i związanych z nimi wibracyjnych, korozyjno- ciernych podpłytowych oddziaływaniach będących skutkiem efektu RB. Wszystkie one są wywołane przez grawitacyjne oddziaływania Słońca, Księżyca oraz – w mniejszym stopniu – pozostałych planet naszego układu i nakładają się na wewnętrzny system ziemski. Są to zewnętrzne siły grawitacyjne oddziaływające na Ziemię i wywołujące wewnątrz niej ruchy, które pewni naukowcy nazywają „falami pływów wewnątrz skorupy”. Ten scenariusz połączonych sił i ruchów odzwierciedla pracę wykonaną w stosunku do Ziemi, praca zaś zamienia się bezpośrednio w energię. Podczas gdy siła jest niewidoczna, skutek jej działania łatwo zauważyć. Siły wytwarzają ruch, a ruch można dostrzec. Siły będące przyczyną ruchu wykonują pracę, praca jest przetwarzana na energię, a jej wydatek jest postrzegalny.

Wystarczy określić wydatek energii, aby zdać sobie sprawę, że znaleźliśmy się na trzecim szczeblu drabiny. Pierwszym, wiodącym do zunifikowanej teorii, są siły, a drugim – praca! Siły, praca, energia! Aby to lepiej zrozumieć, możemy posłużyć się analogią. Jak wiemy, silnik zapewnia moc napędową dla wszystkich systemów samochodu. Koła, klimatyzacja, wspomaganie kierownicy, alternator – wszystkie te układy napędzane są za pomocą pasków transmisyjnych bądź przekładni. Te dwa systemy rozdzielają siły wytworzone przez silnik. Chociaż z łatwością potrafimy zrozumieć podstawową siłę wytwarzaną przez silnik, jej rozumienie będzie niepełne, jeśli zignorujemy siły rozdzielone na te wszystkie układy. ZIEMSKI SYSTEM RÓWNOWAGI Mając to na względzie wróćmy do efektu RB i zastanówmy się, jak dzielona jest siła między systemami, które on napędza. Dwa z nich interesują nas szczególnie – pierwszy rozrywający więzy skorupy ziemskiej i drugi odpowiadający za nieustanne jej przekształcanie i wypiętrzanie.

Żaden z tych systemów, do chwili odkrycia efektu RB przez Bowlesa i zdefiniowania go w książce The Gods, Gemini, and the Great Pyramid, nigdy nie był badany, jeśli chodzi o inicjującą go siłę. Tak więc będzie to premiera tej koncepcji w postaci zunifikowanej teorii, nie licząc książki, w której ją zaprezentowano. Krótko mówiąc, efekt RB jest wynikiem ciągłej rotacji Ziemi wewnątrz pól grawitacyjnych Słońca, Księżyca i – w dniu 5 V 2000 roku – innych planet w wyniku ich szczególnego ustawienia się w naszym układzie. Oto, co pisze na ten temat Bowles:17 Nachylona pod kątem 23°26' wirująca wokół własnej osi Ziemia jest cały czas przyciągana przez krążący wokół niej Księżyc. Z kolei krążąc wokół Słońca jest nieustannie przyciągana przez jego pole grawitacyjne. Połączone siły grawitacyjne Słońca i Księżyca, oraz – w mniejszym stopniu – innych planet bez przerwy ciągną ziemską skorupę pod ostrym kątem powodując jej zmęczenie… i w końcu przełamują jej więzy. Skorupa zostaje rozerwana na kawałki.

To właśnie efekt RB powoduje, że osłabione więzy strefy położonej bezpośrednio pod skorupą, zwanej „strefą plastyczną”, doprowadzają do oddzielenia się skorupy od wewnętrznego płaszcza Ziemi. Zerwawszy więzy między skorupą i wewnętrznym płaszczem Ziemi, siły odśrodkowe oddziaływając na wielkie masy lodu na biegunach przesuwają skorupę [w kierunku równika] dążąc do stanu równowagi. W końcu stan ten zostaje osiągnięty i ten proces [główne ruchy przesuwające] dobiega kresu, lecz jego skutki są katastrofalne. Najbardziej niszczące są wody. Przemieszczająca się z prędkością stu mil na godzinę [160 km/h] ściana oceanicznych wód omiata całą Ziemię, niszcząc wszystko na swojej drodze. Zniszczenia są niewyobrażalne, lecz części ludzi udaje się ocaleć. Bowles zwraca także uwagę, że orbita Księżyca wokół Ziemi nie jest zsynchronizowana z orbitą Ziemi wokół Słońca, co wprawia Ziemię w wibracje. Wibracje te są źródłem zjawiska zwanego „frettingiem” (korozja cierna) występującego na wewnętrznych płaszczyznach styku płaszcza Ziemi i skorupy ziemskiej. Jego zdaniem fretting ma związek z wieloma procesami zachodzącymi na Ziemi.18 Zjawisko kontynentalnych korzeni19 wzbudziło duże zainteresowanie, w związku z czym przeprowadzono pod jego kątem wiele badań. Nasze zainteresowanie nim dotyczy ich pochodzenia, ponieważ sądzimy, że obszary wynoszenia wspomagają niektóre trzęsienia ziemi oraz że istnieje możliwy do wykazania związek między przyrostem korzeni i procesami izostazji20. Tak więc przyjrzyjmy się temu, mając na oku efekt RB i zjawisko frettingu.

Cały ten proces ma oczywiście charakter ciągły i jest niezbyt dokładnie sprecyzowany, bowiem kontynenty od niepamiętnych czasów są wynoszone i pogrążane, gdyż cały ten mechanizm dąży do osiągnięcia stanu równowagi. Przypomina to nieco akrobatę w cyrku, który zmienia w trakcie pokazu położenie swojego ciała w poszukiwaniu najlepszej pozycji dla swojego środka ciężkości. To odniesienie do trzęsień ziemi nie jest przypadkowym spostrzeżeniem. Ich związek z efektem RB i wibracjami wewnątrz Ziemi został potwierdzony przez niezależnych badaczy, dra Myeung Hoi Kwona i dra Randala D. Petersa.21 …niemal przez cały czas obserwowaliśmy długotrwałe oscylacje Ziemi między styczniem i sierpniem 1990 roku. Okresy tych wibracji pokrywają się z ponad dziesięcioma znanymi, długimi okresami sferycznych i skrętnych oscylacji Ziemi, które są z kolei skutkiem potężnych trzęsień Ziemi. Zaobserwowane amplitudy fluktuacji pokrywają się z księżycowym okresem synodycznym, co oznacza, że są one związane z siłami pływów… [to znaczy efektem RB]. Według Bowlesa „fretting” jest wytwarzającym ciepło procesem zmęczeniowym, który zachodzi w miejscach występowania niskoamplitudowych wibracji między dwiema sąsiadującymi powierzchniami. Ma on charakter adhezyjny i zazwyczaj towarzyszy mu korozja, która wytwarza na swojej drodze chemiczne odpady. Bowles uważa, że wibracje są jego zasadniczym, sprawczym czynnikiem i podaje następujący przykład:22 Kupujemy nowy samochód typu pikap i na dno skrzyni kładziemy wykładzinę.

Sześć miesięcy później zdejmujemy ją, aby wyczyścić dno skrzyni, i naszym oczom ukazuje się porysowana, odrapana powierzchnia. Wszędzie w miejscach, w których wykładzina dotykała dna skrzyni, farba została zdarta do gołego metalu. Tylko gdzieniegdzie pozostały jej resztki. Stan ten został spowodowany przez fretting: powolne oddziaływania wibracyjne zachodzące między dnem skrzyni i wykładziną. Fretting jest według Bowlesa nie tylko warunkiem – jest rozwiązaniem. Zunifikowana teoria, która łączy koncepcje korzeni, ich pochodzenie i warunki równowagi izostatycznej z mechanizmem nasuwania płyt związanym z chemicznymi odpadami powstałymi w wyniku tarcia, to jego zdaniem nic innego jak fretting. Bowles nazywa ten proces Hydrostatyką Kontrolowaną Przez Odpady (Debris Controlled Hydrostatics). Jeśli na przykład Himalaje wypiętrzały się poprzez wzrost korzeni, a nie w wyniku kolizji z subkontynentem indyjskim (jak utrzymuje powszechnie obowiązująca teoria), wówczas hydrostatyka kontrolowana przez odpady powinna wykazać spadek średniej gęstości gór wraz z upływem czasu, jako że podpłytowe procesy dostarczają materiału o niskiej gęstości, poza tym centralny masyw gór powinien rosnąć, a bardziej odległe od niego tereny pochylać w dół promieniście. Kolejnym potwierdzającym to dowodem będą pęknięcia o kształcie okrężnym, a nie równoległym do linii wybrzeża! Dwie książki, które omówiłem, The Gods, Gemini, and the Great Pyramid Jamesa Bowlesa i The Earth’s Shifting Axis Mac B. Straina, odpowiadają na pytania, które od dawna nurtują naukę o Ziemi, wnosząc propozycje do zunifikowanej teorii. Obaj autorzy różnią się jednak nieco ostatecznymi wnioskami. Obie książki rzucają wyzwanie teorii płyt tektonicznych i obalają popularny pogląd, że epoki lodowcowe zostały spowodowane anomaliami klimatycznymi oraz że dryf kontynentów jest przyczyną wypiętrzania gór.

Obie odpowiadają na więcej pytań, niż ich stawiają, i obie przekonują czytelnika, że jeśli jakaś teoria rodzi wieloznaczne odpowiedzi, to jest z nią coś nie tak. Oto, kolejny przykład, w którym ortodoksyjne poglądy zawodzą, nie będąc w stanie udzielić właściwych odpowiedzi. Panuje pogląd, że większość trzęsień ziemi, rodzi się w odległości kilku mil od powierzchni Ziemi w procesie „kruchych przełomów i tarcia poślizgowego”. Wielu naukowców skonsternowanych nieadekwatnością tego tłumaczenia, zadaje pytanie, jak to możliwe, żeby skała pękała i ślizgała się, skoro niezwykłe ciśnienie panujące wewnątrz ziemskiego płaszcza wyklucza chociażby powstawanie kruchych przełomów.23 Wyraźny brak logiki! W przeciwieństwie do teorii dających wielorakie odpowiedzi Strain i Bowles twierdzą, że istnieje tylko jedna zasada kontrolująca moce Natury, która jest niczym silnik statku napędzający wszystkie jego mechanizmy. Podkreślają, że ta zasada, którą nazywają Prawem Natury, to Siła-Praca-Energia. Zasada ta niczym nie różni się od tej, której opis można znaleźć w wielu podręcznikach fizyki i mechaniki. Uważają, że można i należy stosować ją do nauki o Ziemi, zaś konsekwencje jej działania są widoczne! Jak powiadają Strain i Bowles, siły i tylko siły rządzą mocami Natury. Siły tworzą ruch, z kolei ruch można obserwować. Siły powodujące ruch wykonują pracę, a praca zamienia się w energię, zaś wydatek energii można obserwować. Siła-Praca-Energia… to cały sekret tego procesu!

NASZA GWAŁTOWNA PLANETA – CZY NASZA CYWILIZACJA ULEGNIE ZAGŁADZIE JAKO NASTĘPNA? Dr Albert Einstein napisał przedmowę do książki profesora Charlesa H. Hapgooda Earth’s Shifting Crust (Zmiany położenia ziemskiej skorupy).24 Warto w tym miejscu przytoczyć jedno zawarte w niej zdanie dotyczące ruchów skorupy ziemskiej: Sądzę, że ta dosyć zaskakująca, a nawet fascynująca idea zasługuje na szczególną uwagę każdego, kto interesuje się teorią rozwoju Ziemi. To samo mógłbym powiedzieć w stosunku do obydwu książek, które tu pobieżnie omówiłem. The Gods, Gemini, and the Great Pyramid i Earth’s Shifting Axis są pracami zasługującymi na wyróżnienie i dogłębną analizę. Obie zawierają oryginalne przemyślenia dotyczące geologicznych zachowań naszej planety i winny stanowić bodziec do naukowej dyskusji. Nadzwyczajna zdolność Hapgooda do łączenia danych z wielu odległych od siebie dziedzin i przedstawiania ich w spójnej, zrozumiałej formie czyni jego książki Earth’s Shifting Crust, Maps of the Ancient Sea Kings: Evidence of Advanced Civilization in the Ice Age (Mapy starożytnych królów mórz – dowody istnienia wysoko rozwiniętej cywilizacji w epoce lodowcowej)25 oraz Path of the Pole (Droga bieguna) doskonałą lekturą zarówno dla poważnie zainteresowanych tym tematem, jak i przypadkowych czytelników. Książki te dokumentują pracę Hapgooda i innych jemu podobnych uczonych z całego świata, łącząc w sobie wiedzę z różnych dziedzin nauki, która mogłaby już zostać utracona i zapomniana.

Dla tych, którzy interesują się geologią lub historią, prace te są bezcenną i pasjonującą lekturą. Istnieje bardzo niewiele zapisów wykraczających poza minione 6 000 lat. Za sprawą licznych palaczy książek, jacy przewinęli się przez naszą historię, mamy dziś zamiast nich mity i legendy oraz ludowe podania, które, o dziwo, jak świat długi i szeroki, pokrywają się z naszymi przypuszczeniami na temat pradawnych potopów i przesunięć biegunów. Mając na względzie amnezję pokoleń oraz tendencje społeczeństw do niewłaściwego diagnozowania swojej przeszłości, pokładam nadzieję, że The Earth’s Shifting Axis i Gods, Gemini, and the Great Pyramid rozbudzą ludzką społeczność. Obie te książki prezentują niezaprzeczalne dowody występowania geologicznych katastrof w skali ogólnoświatowej i mówią nam wyraźnie, że wielkie zmiany z przeszłości w pewnym momencie ponownie dadzą znać o sobie z geologicznymi wstrząsami i trudną do wyobrażenia gwałtownością. Zdrowy rozsądek dyktuje nam konieczność określenia czasu, w którym te „odwiedziny” mogą nastąpić. Ile pozostało nam czasu do kolejnego uderzenia Młota? Pamiętajmy, aby stawiając to pytanie, jak napisał w swojej książce The Path of the Pole Charles Hapgood, kierować się swoim „instynktem zadawania pytań


Osteoporoza

Osteoporoza stała się ostatnio głośną sprawą i zarazem źródłem wielkich zysków firm farmaceutycznych. Osteoporoza uważana jest za chorobę dopiero od około dwudziestu lat. Uważa się, że cierpią na nią głównie kobiety ze świata cywilizowanego. Prowadzone w mediach kampanie reklamowe oraz powszechnie dostępne w aptekach i poczekalniach gabinetów lekarskich ulotki bez przerwy ostrzegają kobiety o niebezpieczeństwie utraty tkanki kostnej. Informacje podawane w reklamach mówią, że co druga kobieta, która ukończyła sześćdziesiąt lat, jest bardziej narażona na złamanie szyjki kości udowej z powodu osteoporozy (w przypadku mężczyzn osteoporoza dotknie co trzeciego) niż na raka sutka czy raka szyjki macicy razem wziętych. Szesnaście procent pacjentów cierpiących z powodu złamania szyjki kości udowej umrze w ciągu sześciu miesięcy od momentu doznania tego urazu, podczas gdy następne pięćdziesiąt procent będzie wymagało długoterminowej opieki zdrowotnej.1 Statystyki podają, że tylko w samych Stanach Zjednoczonych ponad dwadzieścia milionów osób choruje na osteoporozę, a około jednego miliona trzystu tysięcy cierpi co roku z powodu złamań kości będących następstwem osteoporozy. Dowiedzieć się z nich można również, że w samym roku 1993 Stany Zjednoczone poniosły 10 miliardów dolarów strat z powodu zmniejszenia produktywności oraz kosztów leczenia osób chorych na osteoporozę.2 Warto jednak przyjrzeć się nieco bliżej tym statystykom. To prawda, że z powodu złamania szyjki kości udowej umiera część mężczyzn i kobiet, jednak są to zazwyczaj ludzie bardzo starzy i wątłego zdrowia. Ludzie umierający z powodu złamania biodra nie zawsze należą do najbardziej chorowitych, w większości przypadków cierpią również na inne dolegliwości. Kobiety nieustannie bombardowane są informacjami, że aby skutecznie walczyć z utratą tkanki kostnej, ich codzienna dieta musi zawierać produkty, których zadaniem jest uzupełnianie niedoboru wapnia w organizmie. Muszą to być preparaty uzupełniające niedobór wapnia oraz bogate weń produkty spożywcze, głównie nabiał. Lekarze bardzo często zalecają kobietom w okresie pomenopauzalnym długotrwałe zażywanie syntetycznego estrogenu, a w razie konieczności także odbudowujący tkankę kostną lek o nazwie „Fosamax”. Uzbrojona w ten potężny arsenał środków kobieta jest zapewniana, że przez resztę swojego życia nie będzie narażona na żadne złamania kości. Niestety, jest to dalekie od prawdy. Ta najbardziej popularna metoda leczenia osteoporozy, jest faktycznie bardzo niebezpieczna dla zdrowia samej kobiety. Uważa się, że syntetyczny estrogen jest także jednym z czynników odpowiedzialnych z wywoływanie raka. Większość preparatów uzupełniających wapń w organizmie jest nie tylko nieskuteczna, ale może też prowadzić do wypłukiwania cennych minerałów z kości, zwapnień oraz powstawania kamieni w nerkach. I jeszcze jedno, w przeciwieństwie do powszechnie wyznawanych poglądów, udowodniono, że nadmierne spożywanie produktów nabiałowych jest główną przyczyną utraty masy samej kości. OSTEOPOROZOWY PRZEMYSŁ – GRZESZNE PRZYMIERZE Osteoporoza w znaczący sposób wpłynęła na rozwój przemysłu farmaceutycznego. W roku 1996 sprzedaż tylko jednego leku na osteoporozę, „Premarinu”, wyniosła na całym świecie 940 milionów dolarów3 , zaś roczne obroty przemysłu mleczarskiego to 20 miliardów dolarów4 . Sprzedaż preparatów uzupełniających wapń w organizmie to kolejne setki milionów dolarów. Przemysł czerpiący zyski z osteoporozy nie tylko stworzył ogromny rynek zbytu na swoje towary, ale został specjalnie zaprojektowany pod kątem kobiet. Mrożące krew w żyłach kampanie reklamowe przedstawiające osteoporozę jako „cichego złodzieja” kobiecych kości są oczywiście finansowane przez firmy sprzedające produkty, które mają rzekomo jej zapobiegać. Na swoje nieszczęście, wiele nieświadomych niczego kobiet, nie wie, że tak naprawdę padły ofiarą cichej zmowy zawartej między firmami farmaceutycznymi, lekarzami i przemysłem mleczarskim. Jest to jedno z najbardziej dochodowych i najlepiej zaplanowanych przedsięwzięć handlowych w historii. Przeinaczając fakty, manipulując statystykami i zatajając wyniki badań naukowych członkowie tego przymierza narażają zdrowie i życie wielu kobiet na ryzyko zapadnięcia na takie choroby jak rak sutka i jajników, udary mózgu, choroby wątroby i pęcherzyka żółciowego, cukrzycę, choroby serca, różnego rodzaju alergie, kamienie nerkowe oraz zapalenia stawów. POCZĄTKI OSZUSTWA Druga wojna światowa przyczyniła się do wielkiego postępu w medycynie. Przed jej wybuchem firmy farmaceutyczne były w większości przypadków raczej niewielkie i zajmowały się głównie wytwarzaniem leków na bazie ziół. Prowadzone po wojnie różnego rodzaju badania przyczyniły się do szybszego rozwoju i postępu nauki, która na zawsze zmieniła oblicze medycyny. W swojej książce The Menopause Industry (Przemysł menopauzalny) Sandra Coney podaje: „Wykorzystując siłę i prestiż nauki medycyna zmierza w kierunku ery «nowoczesności» i odrzuca «ręce, które leczą», uważając je za anachronizm. Medycyna rozwija technokrację, której eksperci wyposażani są w chemię i różnego rodzaju urządzenia medyczne”.5 Opanowanie technologii wytwarzania syntetycznych hormonów wpłynęło na gwałtowny rozwój firm farmaceutycznych. Stworzenie pierwszego syntetycznego estrogenu – diethylstilboestrolu (bardziej znanego jako DES) – umożliwiło dostarczenie tego leku na rynek farmaceutyczny w ogromnych ilości i po niskiej cenie. Niedługo potem opracowano metodę syntezy hormonów sterydowych z moczu ciężarnych klaczy (lek ten znany jest pod handlową nazwą „Premarin”). Wprowadzenie w roku 1960 na rynek doustnych środków antykoncepcyjnych zapoczątkowało używanie na szeroką skalę tego rodzaju preparatów. Kilka lat później, w roku 1966, uwaga firm farmaceutycznych skupiła się głównie na kobietach będących w okresie menopauzy. Krążyły mity mówiące, że kobiety, które nie zażywają syntetycznego estrogenu w okresie przekwitania, są narażone na całkowitą utratę zdrowia. Poglądy te szerzyły się lotem błyskawicy wśród mieszkańców uprzemysłowionego świata. Tego rodzaju pogłoski były wspaniałą reklamą dla firm farmaceutycznych i ich produktów. Kobiety z ochotą zażywały owego „źródła młodości”, jakim była dla nich pigułka zawierająca estrogen. I chociaż przez ostatnie trzydzieści lat ostrzegano przed niekorzystnym wpływem syntetycznego estrogenu na zdrowie kobiet, to jednak żądza zysku skutecznie zagłuszała wszystkie te ostrzeżenia. Powszechnie wiadomo było, że estrogen, zwłaszcza w tej formie, w jakiej znajduje się w „Premarinie”, może przyczyniać się do powstawania raka śluzówki macicy. Sandra Coney pisze: „Już w roku 1947 młody badacz z Uniwersytetu Columbia, dr Saul Gusberg, zauważył występowanie nienaturalnego krwawienia u osób zażywających estrogen. Badania patologiczne pobranych za pomocą kiretażu próbek wykazały występowanie nadpobudliwości śluzówki macicy”.6 Cała sprawa wybuchła w roku 1975 wraz z publikacją artykułu w prestiżowym piśmie medycznym New England Journal of Medicine. Artykuł ten przedstawiał wyniki badań. Wynikało z nich, że kobiety przyjmujące estrogen w postaci pigułek są 7,6 raza bardziej narażone na raka śluzówki macicy od kobiet nie zażywających go. U kobiet przyjmujących estrogen przez dłuższy czas ryzyko zapadnięcia na tę odmianę raka wzrasta jeszcze bardziej. Kobiety przyjmujące estrogen od siedmiu lub więcej lat są czternastokrotnie bardziej narażone od tych, które nie zażywają go w ogóle.7 W tym samym miesiącu, w którym ukazał się ten artykuł przedstawiciele California Cancer Registry (Kalifornijskiego Centrum Rejestrowania Przypadków Raka) potwierdzili podane w nim wyniki. Wśród ponad pięćdziesięcioletnich białych kobiet w latach 1969-1974 nastąpił ponad osiemdziesięcioprocentowy wzrost zapadalności na raka śluzówki macicy.8 W końcu nauka sama dowiodła że zażywanie estrogenu stanowi zagrożenie dla zdrowia. Przypuszcza się, że poza wywoływaniem raka macicy estrogen jest także częściowo odpowiedzialny za raka sutka, jajników, pęcherzyka żół- ciowego, choroby wątroby oraz cukrzycę. Coraz częściej zastanawiano się, czy zażywanie syntetycznego estrogenu nie wywołuje jeszcze innych niepożądanych efektów ubocznych? Sprzedaż sztandarowego produktu firmy farmaceutycznej Ayerst, „Premarinu”, z dnia nadzień zaczęła spadać, a co za tym idzie również zyski tej firmy. Na całym świecie nastąpił gwałtowny spadek sprzedaży leków hormonalnych. W latach 1975-1976 popyt na estrogen zmalał do osiemnastu procent, a w latach 1976-1977 do dziesię- ciu.9 SZTUKA MANIPULACJI PERCEPCJĄ Zaistniała sytuacji wymagała przedsięwzięcia działań mających na celu ocalenie tak lukratywnego rynku. Odkąd estrogen zaczął być uważany za jedną z przyczyn raka śluzówki macicy, firmy farmaceutyczne przyznały się, że popełniły błąd, zalecając zażywanie estrogenu kobietom, które nie miały żadnych problemów z macicą. Swoją wpadkę z estrogenem próbowały naprawić wprowadzając syntetyczny progesteron zwany progestinem. Progestin jest związkiem, który wykazuje podobne działanie do progesteronu. Argumentowano, że progestin ochroni macicę przed rozrostowym wpływem estrogenu (jak ma to miejsce w naturze), mimo iż nie przeprowadzono żadnych długotrwałych badań, które miałyby potwierdzić, że kombinacja estrogenu i progestinu jest bezpieczna dla zdrowia kobiety. Ta argumentacja zainicjowała wprowadzenie hormonalnej terapii zastępczej (hormone replacement therapy – HRT), czyli powrót estrogenu. Kobiety zaczęły jednak coraz poważniej zadawać sobie pytanie, czy zażywanie syntetycznych hormonów ma jakikolwiek sens, przeto firmy farmaceutyczne produkujące estrogen musiały znaleźć sposób, a ponownie nakłonić je do jego zażywania. Tym czymś miała być osteoporoza, o której 77 procent kobiet nigdy dotąd nie słyszało. Jak podaje Sandra Coney: „W celu rehabilitacji HRT poddano kobiety «starannie zaplanowanej kampanii», która miała przekonać je, że estrogen zapobiega osteoporozie”.10 Zmiana stosunku ludzi do terapii hormonalnej i oczyszczenie jej wizerunku z negatywnego wpływu na zdrowie były pierwszymi krokami, jakie należało podjąć, aby ta kampania powiodła się. Pomóc w tym miało zagrożenie osteoporozą. Kobiety musiały zrozumieć, że osteoporoza to „ich” choroba. Jej główną przyczyną miała być menopauza. Należało przekonać kobiety, że ryzyko zachorowania na raka jest niczym w porównaniu z korzyściami, jakie daje zażywanie syntetycznych hormonów. Początkowo literatura medyczna podawała, że osteoporoza dotyczy kości a nie kobiet. Kiedy bliżej przyjrzymy się statystykom dotyczących częstotliwości występowania przypadków złamań biodra u poszczególnych płci i ich wpływie na gospodarkę danego kraju, zauważymy, że mężczyźni o połowę rzadziej niż kobiety doznają złamań biodra i częściej od nich umierają z tego powodu. Co ciekawe, bardzo niewiele mówi się o mężczyznach w kontekście osteoporozy. Świadomie pomniejsza się „czynnik męski”, ponieważ nie pasuje on do redefinicji tej choroby głoszącej, że osteoporoza jest chorobą kobiecą wynikającą z braku estrogenu. Taka strategia była niezbędna do wypromowania hormonalnej terapii zastępczej (HRT). Aby to osiągnąć, firma farmaceutyczna Ayerst wynaję- ła czołową firmę reklamową do wypromowania osteoporozy. Przed firmą tą stanęło bardzo trudne zadanie. Zainicjowano ogromną kampanię promocyjną, którą rozpoczęto od zamieszczenia reklam w pismach kobiecych. Wkrótce potem w radiu i telewizji zaczęli występować eksperci z zakresu nauk medycznych wygłaszając kazania na temat terapii hormonalnej i osteoporozy. Zwerbowano ponadto pracowników służby zdrowia, którzy mieli pośredniczyć w przekazywaniu konsumentom i lekarzom stosownych informacji. Lansowany wizerunek zdeformowanej, zgrzybiałej kobiety skutecznie zasiał strach w sercach wielu kobiet. Aby ostatecznie przełamać opór kobiet i skłonić je do zażywania estrogenu, głoszono hasła w rodzaju: „Inwalidztwo, które może być wynikiem postępują- cej osteoporozy, jest czymś gorszym niż ryzyko wystąpienia raka macicy”11 – lub: „Nawet jeśli będziesz zażywała estrogen bez progestinu, to i tak jesteś piętnaście razy bardziej narażona na śmierć z powodu złamania stawu biodrowego niż raka macicy”12. Finansowana przez firmy farmaceutyczne kampania mająca na celu ponowne wprowadzenie na rynek estrogenu została przeprowadzona po mistrzowsku. Jak podaje Sandra Coney: „W latach dziewięćdziesiątych osteoporoza została uznana za chorobę, która dotyczy wyłącznie kobiet. Od tego momentu we wszelkich rozważaniach na temat klimakterium jego głównym symptomem jest osteoporoza. W trakcie przekonywania opinii publicznej i lekarzy, że osteoporoza jest okaleczającą i «zabójczą» chorobą i że jedynym przeciwko niej lekarstwem jest estrogen, z hormonalnej terapii zastępczej próbowano uczynić niemal świętość. HRT oferuje zbawienie, gdzie inni nie mają nic do zaoferowania, ratuje kobiety od złego losu, w wyniku którego mogłyby przeobrazić się w stare wiedźmy. Czy w takiej sytuacji można być aż tak niewdzięcznym i pytać o ryzyko?”13 Ilekroć dochodziło do rozmów na temat HRT, zdrowy rozsądek nagle gdzieś ulatywał. W czasie licznych dyskusji toczonych na temat estrogenu unikano zadawania pytań o to, czy przepisywanie tak dużej liczbie zdrowych kobiet środków zawierających estrogen uważanych za „najbardziej skuteczne spośród wszystkich leków”14 jest słuszne i zgodne z etyką. Co ciekawe, jak dotąd żaden inny lek ani terapia nie uzyskały tak wielkiego poparcia. Zamiana zwykłej terapii hormonalnej na długotrwałą hormonalną terapię zapobiegawczą dokonała się bez żadnej dyskusji bądź regulacji prawnych. Osteoporoza stała się wysoko wyspecjalizowaną dziedziną wiedzy, ponieważ dzięki niej sprzedaje się wiele produktów. Po wypromowaniu terapii hormonalnej i zabezpieczeniu sobie bezpiecznej pozycji na rynku przemysł spożywczy oraz firmy farmaceutyczne produkujące preparaty wapniowe wkroczyły na rynek leków zapobiegających osteoporozie. Choroba ta uratowała od upadku wiele interesów. Jednym z nich był przemysł spożywczy, który przeżywał w tamtym czasie kryzys z powodu spadku zysków ze sprzedaży żywności, gdyż zdaniem konsumentów niektóre produkty spożywcze zawierały za dużo tłuszczów nasyconych. Do śmietanki do kawy zaczęto więc dodawać wapń. Po tym zabiegu zaczęto reklamować ją jako produkt, który nie tylko nie szkodzi zdrowiu, ale wręcz zapobiega zachorowaniu na osteoporozę. Ostrzegano kobiety, że jeśli nie dostarczą organizmowi dodatkowej porcji wapnia zawartej w produktach pochodzenia mlecznego, to ich kości staną się kruche i podatne na złamania.15 Producenci preparatów wapniowych twierdzili ponadto, że ich produkty zapobiegają utracie tkanki kostnej. W rzeczywistości nie istniały żadne dowody, które by to potwierdzały. Do roku 1986 w samych tylko Stanach Zjednoczonych konsumenci wydali na preparaty wapniowe ponad sto sześćdziesiąt sześć milionów dolarów. Przed nastaniem mody na wapń Narodowy Instytut Zdrowia Stanów Zjednoczonych16, który w pewnym stopniu sam się do niej przyczynił, w roku 1985 zalecał kobietom zwiększenie dziennej dawki wapnia. Jednak już w roku 1989 zaczął ostrzegać, że firmy promujące wapń „obiecują kobietom więcej korzyści płynących z przyjmowania wapnia, niż tak naprawdę jest on w stanie im dostarczyć”.17 NAGA PRAWDA O KOŚCIACH Aby zrozumieć mity krążące na temat osteoporozy i sposobów jej leczenia, konieczne jest poznanie prawdziwej natury kości. Kość jest żywą tkanką, której budowa jest zwarta i stała. Kość może wydawać się statyczna, jednak podstawowe elementy, z jakich się składa, ulegają ciągłym przemianom. W każdym z nas istnieje w danym momencie od jednego do dziesięciu milionów miejsc, w których następuje wchłanianie zużytych komórek kości i tworzenie nowej tkanki kostnej. Produkty przemiany materii oraz składniki odżywcze są stale usuwane z tkanki kostnej i dostarczane do niej za pośrednictwem krwi.18 Zdrowe ciało gwarantuje zdrowe i silne kości. Kość formowana jest przez dwa typu komórek: komó- rki kościogubne (osteoklasty) i komórki kościotwórcze (osteoblasty). Zadaniem osteoklastów jest poszukiwanie w tkance kostnej części wymagających odnowy. Osteoklasty rozpuszczają zużyte komórki kości, w wyniku czego w ich miejscu powstaje pusta przestrzeń. Wówczas w to miejsce kierują się osteoblasty i wypełniają je nową tkanką kostną. W ten sposób kość sama się odnawia i leczy. Proces ten nosi nazwę „ponownego modelowania kości”. Owa zdolność kości do samonaprawy ma bardzo istotne znaczenie. Jego zaburzenie przyczynia się bowiem do powstania procesu chorobowego zwanego osteoporozą. Kiedy usuwanych jest więcej komórek niż odbudowywanych, wówczas dochodzi do utraty masy kości. Tak naprawdę przebudowa kości nigdy nie ustaje. Około pięć- dziesiątego roku życia rzeczywiście więcej komórek kości jest wchłanianych niż odbudowywanych. Zdolność osteoblastów do zapeł- niania pustych miejsc pozostawianych przez osteoklasty i tym samym odbudowy kości powoli słabnie.19 Ilość masy kostnej, jaką posiadaliśmy przed wystąpieniem tego procesu, oraz szybkość, z jaką ją tracimy, określa gęstość naszych kości. Wiadomo, że gęstość tkanki kostnej jest różna u poszczególnych ludzi i zależy od ich rasy, środowiska, w którym się wychowują oraz płci. Dr Susan Love, autorka książki Dr Susan Love’s Hormone Book (Księga hormonów dr Susan Love) wyjaśnia, co następuje: „…właściwy termin określający zmniejszenie gęstości tkanki kostnej brzmi «osteopenia». To tylko jeden z elementów osteoporozy i właśnie ona jest przyczyną złamań kości. Kolejnym czynnikiem jest mikroarchitektura kości. Kiedy osteoklasty wchłaniają więcej kości niż osteoblasty budują, wówczas mikroarchitektura kości traci wytrzymałość, co oznacza, że stawy i biodra stają się podatne na pęknięcia. Przykładowo nasze kręgi nie ulegają w rzeczywistości złamaniu, ale po prostu zapadają się zmniejszając swoją długość. Jeśli wiele z nich ulega zmiaż- dżeniu, dochodzi do wykrzywienia kręgosłupa zwanego czasem wdowim garbem”.20 Na ile poważny jest syndrom „wdowiego garbu”? Według dra Bruce’a Ettingera, endokrynologa i profesora medycyny na Uniwersytecie Kalifornijskim „…kobiety tak naprawdę nie powinny przejmować się osteoporozą. Osteoporoza, która objawia się silnymi bólami i kalectwem, jest bardzo rzadko występującą chorobą. Tylko od 5 do 7 procent siedemdziesięciolatków dozna zapaści kręgów kręgosłupa, tylko u połowy z nich uszkodzeniu ulegną dwa kręgi i prawdopodobnie w jednym na pięć lub sześć tego rodzajów przypadków wystąpią jakiekolwiek objawy. Potwierdza to moja praktyka zawodowa i jak dotąd przez mój gabinet przewinęło się zaledwie kilku zgarbionych pacjentów. Ostatnio zrobiło się wokół całej tej sprawy dużo szumu, co zaowocowało wzrostem niepokoju wśród kobiet i w rezultacie licznymi testami oraz przepisywaniem różnych medykamentów”.21 Medycyna osteoporozą zwykła nazywać „złamania z powodu zbyt cienkich kości”. Od pewnego czasu terminem tym określa się „chorobę, która charakteryzuje się niską masą tkanki kostnej i pogorszeniem się budowy mikrostrukturalnej kości, która prowadzi do zwiększenia ich kruchości, czego konsekwencją jest wzrost przypadków ich złamań”.22 W definiowaniu osteoporozy jako choroby a nie złamania istnieje jednak pewien problem. W tym przypadku bowiem niska masa tkanki kostnej jest skutkiem osteoporozy i nie nią samą. To spostrzeżenie jest bardzo ważne, gdyż sprawia, że ludzie zaczynają szukać sposobów, aby ustrzec się przed tą chorobą. Dr Love przytacza jako przykład uderzającą analogię: „To tak, jakbyśmy atakiem serca nazywali wysoki poziom cholesterolu, a nie po prostu atakiem serca. To sprawia, że definicja opisująca w ten sposób osteoporozę automatycznie zwiększa liczbę kobiet i mężczyzn, którzy na nią chorują”.23 Chociaż osteoporoza charakteryzuje się dwoma czynnikami – niską masą kości oraz zaburzeniem wewnętrznej budowy mikrostrukturalnej – to tak naprawdę ten drugi czynnik jest często ignorowany. Problem polega na tym, że obecnie możemy zmierzyć tylko gęstość kości. Poza tym nie każdy, kto ma jego niski współczynnik, dozna złamania kości. Na przykład kości kobiet pochodzenia azjatyckiego charakteryzują się niską gęstością, a mimo to odsetek ich złamań jest u nich niski. Panuje pogląd, że kiedy kość osiąga niski stopień gęstości, staje się bardziej podatna na złamania. Posiadając obecnie pełniejszą wiedzę z zakresu fizjologii kości człowieka, wiemy, że dotychczasowa wiedza na ten temat nie jest całkiem zgodna z prawdą. Kości łamią się nie tylko dlatego, że są cienkie i słabe. Jedna z czołowych specjalistek w tej dziedzinie, autorka książki Better Bones, Better Body (Zdrowe kości, zdrowe ciało), dr nauk medycznych Susan E. Brown, twierdzi, że „osteoporoza sama w sobie nie jest przyczyną złamań kości. Dowodzi tego bardzo prosty fakt. Mianowicie to, że połowa osób z całej populacji, te które mają osteoporotyczne kości, nigdy nie doznała ich złamań”.24 Już w roku 1988 Lawrence Melton z Kliniki Mayo zauważył, że: „sama osteoporoza może nie wystarczać do wywołania takich osteoporotycznych złamań, ponieważ wiele osób należących do grupy o najniższej gęstości tkanki kostnej w ogóle nie doznaje złamań. Większość kobiet w wieku ponad sześćdziesięciu pięciu i mężczyzn powyżej siedemdziesięciu pięciu lat traci wystarczająco dużo tkanki kostnej, aby czuć się poważnie zagrożonym osteoporozą i jednocześnie nigdy nie doznaje żadnych złamań. Prawie wszystkie kobiety w Stanach Zjednoczonych w wieku osiemdziesięciu lat wykazują objawy obniżonej gęstości kości, zwłaszcza udowych, a mimo to tylko u niewielkiego ich procenta dochodzi do ich złamań”.25 Dlaczego zatem obecnie coraz więcej kobiet zdaje się cierpieć z powodu osteoporozy niż kiedyś? Dr Love wyjaśnia to następująco: „…część tego wzrostu to po prostu skutek zmiany definicji… Nie trzeba chyba wyjaś- niać, że rozszerzenie kryteriów definiujących osteoporozę sprawia, że obejmuje ona coraz więcej kobiet. Poziom gęstości kości używany do definiowania osteoporozy został ustalony na tak wysokim poziomie, że duża liczba starszych kobiet automatycznie podpada pod tę kategorię, co jest bardzo korzystną sytuacją dla firm farmaceutycznych”.26 MITYCZNE PRZYCZYNY OSTEOPOROZY Na całym świecie istnieje wiele kultur, w których kobiety przechodzące okres menopauzy pozostają w bardzo dobrej formie. Są aktywne i cieszą się dobrym zdrowiem do końca życia. I w ogóle nie cierpią na osteoporozę. Jeśli menopauza byłaby jedną z przyczyn wywołujących osteoporozę, to w takim przypadku kobiety na całym świecie powinny doznawać z tego powodu złamań kości. Jak się okazuje, nie jest to prawdą. Wiele kobiet pochodzących z Malezji nawet w trzydzieści lat po menopauzie nie choruje na osteoporozę, nie traci swojego wzrostu, nie cierpi na „wdowi garb” i nigdy nie doznaje złamań kości. Zespół naukowców zbadał u nich poziom hormonów oraz gęstość kości. Badania te wykazały, że poziom estrogenu był u tych kobiet na tym samym poziomie, co u białych kobiet pochodzących z Ameryki Północnej, a w niektórych przypadkach nawet niż- szy. Badania gęstości kości dowiodły z kolei, że zarówno u jednych, jak i drugich utrata tkanki kostnej utrzymywała się na tym samym poziomie.27 Na tej podstawie wyciągnięto wniosek, że u wszystkich kobiet z powodu niskiego poziomu estrogenu dochodzi w okresie menopauzy do porównywalnych ubytków tkanki kostnej, a co za tym idzie, jego niedobór jest przyczyną osteoporozy. Dalsze badania w tym zakresie nie potwierdziły tych przypuszczeń. Badania gęstości kości u poszczegó- lnych kobiet ujawniły, że chociaż niektóre z nich tracą w czasie menopauzy część ich tkanki, to u innych ubytek ten jest mniejszy, a u jeszcze innych zaczyna się on nawet przed okresem menopauzy.28 Dzięki badaniom moczu mającym na celu określenie stopnia utraty wapnia dowiedziano się, że niektóre kobiety tracą wapń szybko, a inne w normalnym tempie. Gdyby osteoporoza miała związek z niskim poziomem estrogenu, to chore na nią kobiety miałyby niższy jego poziom od zdrowych. Badania wykazały, że poziom hormonów płciowych u kobiet przechodzących menopauzę, zarówno chorych na osteoporozę, jak i zdrowych utrzymuje się na tym samym poziomie.29 Dr Susan Brown komentuje to następująco: „Nawet w Stanach Zjednoczonych, gdzie osteoporoza jest czymś powszechnym, wiele starszych kobiet pozostaje zdrowych i nie choruje na nią. Co więcej, większa częstotliwość występowania osteoporozy u mężczyzn niż kobiet w niektórych kulturach nie potwierdza teorii, że nadmierna utrata tkanki kostnej jest związana ze spadkiem produkcji estrogenu przez jajniki. Dowiedziono także, że kobiety stosujące dietę wegetariańską mają niższy poziom estrogenu i jednocześnie większą gęstość kości w porównaniu do kobiet spożywających mięso”.30 Oczywiście mówienie, że osteoporoza jest jedyną, nieuchronną chorobą, jaka atakuje wszystkie kobiety, które przechodzą okres menopauzy, jest wielkim uproszczeniem. U kobiet, którym usunięto jajniki, występuje dwa razy większy ubytek tkanki kostnej w porównaniu do kobiet normalnie przechodzących okres klimakterium. Porównując ilość hormonów produkowanych przez jajniki przed i w okresie menopauzy, wydaje się oczywiste, że estrogen jest jedynym czynnikiem związanym z utratą tkanki kostnej. Dr Jerilynn Prior, która wykłada endokrynologię na Uniwersytecie Kolumbii Brytyjskiej, prowadziła badania, które poddały w wątpliwość kluczową rolę estrogenu w zapobieganiu utraty tkanki kostnej. Dowiodły one, że rola estrogenu jako czynnika zapobiegającego osteoporozie jest niewielka. Prowadzone na lekkoatletyczkach badania wykazały, że osteoporoza objawiała się u nich w zależności od stopnia niedoboru progesteronu, nawet przy normalnym poziomie estrogenu. Podobne badania przeprowadzone wśród kobiet, które nie uprawiały lekkiej atletyki, przyniosły analogiczne wyniki. Podczas menstruacji, kiedy to nie występuje proces owulacji, u kobiet należących do obu grup wystąpił niedobór progesteronu. Jej badania wykazały, że to nie estrogen, ale progesteron jest tym hormonem, który odgrywa zasadniczą rolę w procesie budowy kości. Badania takie jak to poważnie podważają istnienie związku między osteoporozą i estrogenem.31 Dr John Lee, lekarz, badacz i uznany autorytet w dziedzinie leczenia za pomocą naturalnych hormonów, przeprowadził trwające trzy lata badania polegające na podawaniu naturalnego progesteronu sześćdziesięciu trzem kobietom będącym w okresie pomenopauzalnym. Poddane badaniom kobiety w pierwszym roku badań wykazały wynoszący od 7 do 8 procent wzrost gęstości kości, w drugim od 4 do 5 procent, a w trzecim od 3 do 4. Powyższe wyniki zostały potwierdzone przez innego eksperta od hormonów, dra Williama Regelsona, który powiedział, że: „w świetle faktu, iż 25 procent całej populacji kobiet jest narażonych na osteoporozę, negowanie roli, jaką w tej chorobie odgrywa progesteron, jest niedorzeczne”.32 Chociaż estrogen odgrywa kluczową i złożoną rolę w procesie utrzymania kości w zdrowiu, przyczyn występowania osteoporozy nie można tak po prostu przypisywać jego niskiemu poziomowi w okresie menopauzy. Zróżnicowana dieta, styl życia oraz czynniki wewnątrzwydzielnicze są dodatkowym elementem przyczyniającym się do utraty tkanki kostnej. Osteoporoza nie jest wynikiem braku tylko jednego hormonu. Zamiar uczynienia z menopauzy i niedoboru estrogenu głównych przyczyn osteoporozy pozwolił przekształcić hormonalną terapię zastępczą w długookresową terapię zapobiegającą osteoporozie. Nawet jeśli estrogen pozwala obniżyć poziom utraty tkanki kostnej za sprawą zmniejszenia tempa wchłaniania komórek kości, i tak nie jest w stanie odbudowywać kości. Niestety, nie wszystkie kobiety mogą korzystać z tego dobrodziejstwa. Aby osiągnąć pozytywny skutek, kobiety w okresie pomenopauzalnym z grupy największego ryzyka, te po siedemdziesiątym roku życia, muszą przyjmować estrogen przez dziesięciolecia. Stawia to kobiety przed poważnym dylematem. Obecnie wiadomo już, że hormonalna terapia zastępcza zwiększa co roku o 10 procent ryzyko zachorowania na raka sutka. Stosowanie HRT przez 10 lat zwiększa to ryzyko do stu procent.33 Nie ulega wątpliwości, że ryzyko zwią- zane ze stosowaniem HRT znacznie przewyższa wynikające z niej dość ograniczone korzyści, zwłaszcza w świetle innych bezpiecznych i skutecznych metod. Czy warto w tej sytuacji ryzykować zapadnięcie na grożącą życiu chorobę? MITY DOTYCZĄCE NIEDOBORU WAPNIA Na pytanie o przyczynę osteoporozy większość ludzi odpowiada, że winę za nią ponosi „brak wapnia w organizmie”. To przekonanie wzmacniane jest codziennym przypominaniem kobietom, aby piły przynajmniej trzy szklanki mleka dziennie i przyjmowały preparaty wapniowe. Nawet młode, całkiem zdrowe, nie chorujące na osteoporozę kobiety ogarnął paranoiczny lęk przed możliwością utraty wapnia przez ich kości. Aby temu zapobiec, spożywają ogromne ilości preparatów wapniowych. Strach przed utratą wapnia stał się wręcz narodową obsesją. Czy rzeczywiś- cie istnieje aż tak wielki deficyt wapnia w kościach kobiet? Biorąc pod uwagę fakt, że kości zbudowane są głównie z wapnia, jego przyjmowanie wydaje się mieć logiczny związek ze zdrowym kośćcem. Kobietom Zachodu doradza się obecnie przyjmowanie od 1000 do 1500 miligramów wapnia na dobę. Co ciekawe, w społeczeństwach, w których spożywa się o wiele mniej nabiału oraz preparatów wapniowych, notuje się o wiele niższe wskaźniki zachorowalności na osteoporozę.34 Najliczniejsze plemię afrykańskie Bantu ma najniższy wskaźnik zachorowalności na osteoporozę ze wszystkich ludów na świecie. Spożycie wapnia kształtuje się u nich na poziomie od 175 do 476 miligramów na dobę. Średnia spożycia wapnia na osobę w Japonii wynosi 540 miligramów na dobę. Jednak złamania kręgosłupa, do jakich dochodzi we wczesnym okresie po menopauzie, tak częste w krajach Zachodu, są w niej prawie nie znane. Co więcej, ich ilość jest w niej półtora razy mniejsza niż w Stanach Zjednoczonych. To wszystko jest prawdą, podobnie jak to, że Japończycy szczycą się najdłuższą średnią życia ze wszystkich ludzi na świecie. Badania mieszkańców Chin, Gambii, Ceylonu, Surinamu, Peru i innych krajów potwierdzają fakt, że mniejsze spożycie wapnia wiąże się z niższymi wskaźnikami zachorowań na osteoporozę.35 Antropolog Stanley Garn przez ponad pięćdziesiąt lat badał populacje ludzi pochodzących z Północnej i Centralnej Ameryki w celu stwierdzenia, czy przyjmowanie zwiększonych dawek wapnia powstrzymuje proces utraty tkanki kostnej. Jak się później okazało, nie przyniosły one żadnych konkretnych dowodów w tej sprawie.36 Chociaż prawdą jest, że przyjmowanie wapnia w odpowiednich ilościach jest absolutnie konieczne do zachowania kości w zdrowiu, to jednak nie istnieje idealny model określający sposób jego przyjmowania. Z przeprowadzonych badań wynika, że spożywanie wapnia w dużych ilościach nie jest wcale konieczne do utrzymania kości w całkowitym zdrowiu. Nie ulega wątpliwości, że w krajach Zachodu występuje problem ze zdrowiem kości. Aby to zrozumieć, trzeba wiedzieć, że wpływ na nie mają również inne ważne czynniki. Na kości wpływa spożywanie innych składników tworzących ich tkankę oraz substancji, które mogą ją niszczyć, takich jak nadmiar białek, sól, tłuszcze nasycone, cukier, niektóre leki, alkohol, kofeina, tytoń, nadmierne działanie promieni słonecznych, toksyny występujące w środowisku naturalnym, stres, usunięcie jajników i macicy oraz wiele innych czynników oddziaływających na funkcjonowanie gruczołów dokrewnych. Istnieje co najmniej osiemnaś- cie kluczowych składników, które są ważne dla utrzymania kości w optymalnym zdrowiu. Jeśli w czyjejkolwiek diecie zabraknie choćby jednego z nich, wówczas odbija się to na kościach. Te składniki to fosfor, magnez, mangan, cynk, miedź, bor, krzem, fluor, witaminy A, C, D, B6, B12, K, kwas foliowy, podstawowe kwasy tłuszczowe oraz białka. Organizm przyswaja minerały tylko wtedy, gdy znajdują się one we właściwej równowadze. Na przykład nastolatka, której dieta składa się głównie z mięsa, napojów gazowanych i przetworzonej żywności obfitującej w duże ilości fosforu jest narażona na duże ubytki tkanki kostnej.37 Zbyt wysoki poziom fosforu w kości może powodować wypłukiwanie z nich wapnia i zastępowanie go tym pierwiastkiem. Z dowodów zgromadzonych przez uczonych wyraźnie wynika, że zażywanie preparatów wapniowych wcale nie chroni przed osteoporozą.38 W przeciwieństwie do często głoszonego poglądu, że wapń ma pozytywny wpływ na kości, zażywanie preparatów wapniowych wcale nie zmniejsza ryzyka złamania kości. Wręcz przeciwnie, istnieją obecnie dowody na to, że zażywanie dużych ilości preparatów wapniowych prowadzi do pięćdziesięcioprocentowego wzrostu ryzyka złamań kości.39 Nie ma też dowodów na to, że przyjmowanie wapnia lub dieta bogata w wapń stosowana w okresie menopauzy zapobiega im. Kilka przeprowadzonych w tym zakresie badań wskazuje, że przyjmowanie wapnia w ogóle nie wpływa na zmniejszenie ryzyka złamań kości. Magazyn Science zamieścił w kwietniu 1978 roku artykuł, w którym napisano, że „związek wapnia z osteoporozą stwierdzono na podstawie niedostatecznych danych” i że osoby lansujące ten pogląd nie brały pod uwagę ustaleń nauki. Prawdą jest natomiast, że dieta bogata w wapń stosowana we wczesnych latach rozwoju dziecka oraz w okresie poprzedzającym wystąpienie menopauzy może przyczyniać się do wzmocnienia kości i tym samym zmniejszenia ryzyka ich złamania w okresie pomenopauzalnym. Najmniej skutecznymi suplementami wapnia są mączka kostna, muszle ostryg oraz dolomit, ponieważ nie mogą być one efektywnie absorbowane i mogą zawierać ołów. Nadmierne zażywanie wapnia może prowadzić do zaparć oraz innych bardziej dokuczliwych dolegliwości, takich jak kamienie nerkowe oraz zwapnienia stawów. Najbardziej efektywną formą uzupełniania wapnia w organizmie jest zażywanie hydroksyapatytu (zwłaszcza w połączeniu z borem). Hydroksyapatyt jest jedynym z najbardziej naturalnych składników uzupełniających wapń w organizmie. Jest on też kompletnym składnikiem odżywczym dla kości.40 Jaki wpływ na kości ma spożywanie nabiału? Dr Michael Colgan, znany amerykański ekspert w dziedzinie żywienia, autor licznych publikacji oraz założyciel Instytutu Colgana, powiedział: „Zalecenia lekarzy, aby pić mleko w celu ochrony przed osteoporozą to stek bzdur”. Informacja, że produkty pochodzenia mlecznego mogą przyczyniać się do utraty tkanki kostnej była dla wielu osób swego rodzaju szokiem. Państwa, w których spożywa się duże ilości produktów mlecznych, charakteryzują się najwyższym wskaźnikiem zachorowalności na osteoporozę. W państwach, gdzie spożywa się tych produktów niewielkie ilości, jest zupełnie odwrotnie. Dla organizmu człowieka najważniejsze jest utrzymanie prawidłowej równowagi kwasowozasadowej w krwi. Dieta bogata w białko pochodzące z mięsa oraz produkty pochodzenia mlecznego może przyczyniać się do wzrostu ryzyka zachorowania na osteoporozę. Spożywanie wyżej wymienionych produktów może przyczyniać się do podwyższenia kwasowości krwi. Aby przywrócić równowagę kwasowozasadową, organizm ludzki pobiera wapń z kości. Ponieważ wapń znajdujący się w krwi jest wykorzystywany przez komórki ciała do utrzymania swojej integralności, organizm ludzki poświęca wapń występujący w kościach do utrzymania homeostazy krwi. Wieloletnie badania 22 kobiet będących w okresie pomenopauzalnym nie wykazały żadnego znaczącego wzrostu poziomu wapnia, mimo iż ich codzienną dietę uzupełniano trzystoma mililitrami tłustego mleka (odpowiednik 1500 miligramów wapnia). Autorzy tych badań stwierdzili, że uzyskany wynik odzwierciedlał „około trzydziestoprocentowy wzrost spożycia białka mający miejsce w czasie tej mlecznej kuracji”. Podwójna ilość białka zawarta w tłustym mleku w stosunku do mleka chudego przyspiesza wypłukiwanie wapnia z kości.41 W ostatnio opublikowanym raporcie podsumowującym dwunastoletnie badania, jakim poddano 78 000 kobiet stwierdzono, że spożywanie mleka nie chroni przed ryzykiem złamania biodra czy przedramienia. Kobiety które regularnie piją mleko są w dużym stopniu narażone na ryzyko złamania kości. Także nastolatki, które obecnie piją mleko, aby uchronić się przed osteoporozą, mogą mimo to na nią zapaść.42 Z produktami pochodzenia mlecznego wiążą się też inne problemy. Wiele z nich zawiera antybiotyki, estrogeny, pestycydy oraz enzymy, o których wiadomo, że mogą wywoływać raka. Co więcej, ostatnie badania ujawniły, że kobiety, które mają kłopoty z przyswajaniem laktozy i jednocześnie piją mleko, są w większym stopniu narażone na raka jajników i niepłodność.43 SZWINDEL Z LEKAMI ODBUDOWUJĄCYMI KOŚCIEC Firmy farmaceutyczne chwalą się jeszcze jedną bronią, jaką posiadają w swoim antyosteoporotycznym arsenale – lekami, które jak twierdzą, powstrzymują proces utraty tkanki kostnej. Jednym z najbardziej popieranych leków przeciwko osteoporozie jest „Fosamax”. Jest to jedyny niehormonalny środek przeciwko osteoporozie, który został zaakceptowany przez amerykański Urząd ds. Leków i Żywności (FDA). Po upływie 4 do 6 lat badania nad nim bardzo zręcznie przerwano, ponieważ właśnie w tym przedziale czasu bardzo często dochodziło do wzrostu liczby złamań kości u kobiet, które przyjmowały podobne leki. Mimo iż „Fosamax” pozornie zwiększał gę- stość tkanki kostnej, to jednak w rzeczywistości obniżał jej wytrzymałość. „Fosamax” jest metaboliczną trucizną niszczącą osteoklasty, które odpowiadają za utrzymanie jej w stanie dynamicznej równowagi.44 Poza tym „Fosamax” może powodować dotkliwe i trwałe uszkodzenia przełyku oraz żołądka. Ma szkodliwy wpływ na nerki i może być przyczyną biegunki, wzdęć, wysypki, bólów głowy oraz mięśni. U szczurów, któ- rym podawano jego duże ilości, występowało powiększenie tarczycy oraz pojawiały się guzy nadnerczy. „Fosamax” odpowiada za niedobór wapnia, magnezu i witaminy D, a także innych podstawowych składników niezbędnych do budowy kości.45 BUDOWANIE ZDROWYCH KOŚCI Jak wiadomo, lekarze zajmujący się leczeniem osteoporozy najczęściej polecają swoim pacjentkom terapię hormonalną, zażywanie preparatów wapniowych, spożywanie dużej ilości nabiału oraz leki. Tego rodzaju sposób leczenia największe korzyści przynosi jednak samym lekarzom oraz firmom farmaceutycznym. Korzyści, jakie odnoszą dzięki tej terapii kobiety, są minimalne i w rzeczywistości tego rodzaju leczenie jest dla ich zdrowia bardzo niekorzystne. Na szczęście istnieją jeszcze inne metody lecznicze, które nie tylko że zapobiegają zmniejszeniu gęstości tkanki kostnej, ale pozwalają także zwiększyć masę kości u kobiet w każdym wieku. Według dr Susan Brown, aby stworzyć skuteczniejszy i bezpieczniejszy program walki z utratą tkanki kostnej należy podjąć działania w obrębie sześciu obszarów. Można to osiągnąć przez zmaksymalizowanie przyjmowania składników odżywczych, wzmocnienie układu trawiennego, zminimalizowanie przyjmowania niekorzystnych dla organizmu składników odżywczych, regularne ćwiczenia fizyczne (zwłaszcza z ciężarami), rozszerzenie diety zasadowej i usprawnienie systemu wewnątrzwydzielniczego. Dr Susan Brown uważa, że „nie ma znaczenia, kiedy zaczyna się dbać o kości, i nie jest istotny styl życia, jaki się wcześniej prowadziło, ważne jest, aby wiedzieć, że nigdy nie jest za późno na dbanie o zdrowie swoich kości”.46 Na szczęście są środki, które bezpiecznie chronią, powstrzymują stan chorobowy i przyczyniają się do odnowy kości. Są to między innymi preparaty zawierające naturalny progesteron, hydroksyapatyt, cytrynian wapniowy oraz chińskie mieszanki ziołowe. Jeśli chodzi o dbanie o zdrowie kości, należy pamiętać nie tylko o tym, co dostarczamy organizmowi, ale i o tym, czego nie dostarczamy. (Patrz tabela „Prawdziwi złodzieje wapnia z kości”). Coraz liczniejsze badania dowodzą pozytywnego wpływu regularnych ćwiczeń z ciężarami. Ćwiczenia te sprzyjają zwiększeniu gęstości tkanki kostnej i są szczególnie zalecane kobietom w okresie pomenopauzalnym. Bardzo długo nie brano pod uwagę kobiecych diet jako jednego z czynników utraty tkanki kostnej. Trwające 7 lat, dobrze kontrolowane badania ujawniły, że w czasie stosowania diety, podczas której kobieta traci masę, traci również tkankę kostną. Ostatnie badania dowiodły, że w ciągu niespełna 22 miesięcy u kobiet ćwiczących przynajmniej trzy razy w tygodniu nastąpił wzrost gęstości ich kości o 5,2 procenta. Kobiety które nie ćwiczyły w ogóle straciły w tym samym czasie 1,2 procenta masy kości.47 Efektywny trening siłowy składa się z takich ćwiczeń jak wchodzenie pod górę, jazda na rowerze górskim przy jak najmniejszym przełożeniu przerzutki, wspinanie się na stopień oraz ćwiczenia z ciężarami. Osteoporoza nie jest chorobą wieku podeszłego ani wynikającą z braku estrogenu bądź wapnia. Jest to choroba cywilizacji Zachodniej. Zapadamy na nią za sprawą naszych złych nawyków żywieniowych i niekorzystnych czynników wynikających z naszego stylu życia, a także wystawiania naszych organizmów na działanie farmaceutyków. To nasza ignorancja uczyniła nas podatnymi na propagandę firm farmaceutycznych, które umyślnie przekręcają fakty i narażają życie milionów kobiet kierując się chciwością i żądzą zysku. Tylko od nas samych zależy, czy weźmiemy odpowiedzialność za nasze zdrowie w swoje ręce. Tylko my sami możemy powrócić do zdrowego, zrównoważonego stylu życia, aby móc kroczyć przez jego resztę z wysoko uniesioną głową.


OD PAMIĘCI WODY DO BIOLOGII NUMERYCZNEJ

Naszym głównym celem jest znalezienie jasnej i wyczerpującej odpowiedzi na kontrowersje dotyczące naszych obserwacji zjawiska zwanego „pamięcią wody”, które oznacza, że:

• woda jest zdolna do przenoszenia molekularnej informacji (przekaz biologiczny),

• jest możliwe transmitowanie i wzmacnianie tej informacji w sposób podobny do tego, jaki ma miejsce w przypadku dźwięków i muzyki.

Uważamy, że waga tego zjawiska jest tego rodzaju, że nieprzedstawienie najnowszych, prawdopodobnych rozwiązań byłoby brakiem odpowiedzialności. Historia badań dotyczących biologii numerycznej Ojcem tej nauki jest doktor medycyny, były pracownik zespołu paryskich szpitali, dyrektor ds. badań Francuskiego Państwowego Instytutu Badań Medycznych oraz światowej sławy specjalista w dziedzinie mechanizmów alergii i stanów zapalnych, Jacques Benveniste, który wyróżnił się w roku 1971 odkryciem PAF1 – mediatora związanego z takimi zjawiskami patologicznymi, jak na przykład astma. W roku 1984 w czasie prac nad systemami uczulającymi (alergicznymi) natknął się przypadkowo na tak zwane „zjawisko wysokiego rozcień- czenia”, które wzbudziło zainteresowanie mediów i zostało nazwane przez nie „pamięcią wody”.

Zjawisko to dotyczy rozcieńczania substancji w wodzie do punktu, w któ- rym roztwór zawiera jedynie molekuły wody. Podczas badań systemów uczulających okazało się jednak, że roztwór o tak wysokim stopniu rozcieńczenia inicjował reakcje, tak jakby znajdujące się w nim początkowo molekuły wciąż w nim były. Inaczej mówiąc, woda zachowała ślad molekuł obecnych w niej na początku rozcieńczania. Reakcja międzynarodowego środowiska naukowego była w pełni adekwatna do wagi tego odkrycia – niedowierzanie, a nawet plotki o oszustwie. Niezależne badania przeprowadzone przez innych ekspertów doprowadziły jednak do jednoznacznego wniosku, że to zjawisko rzeczywiście istnieje i w żadnym przypadku nie jest oszustwem. Z naukowego punktu widzenia możemy przejść nad tym do porządku dziennego, bowiem z historii nauki wiemy, że im bardziej jakieś odkrycie stoi w sprzeczności z intuicją i zdrowym rozsądkiem, tym oporniej i dłużej trwa proces jego akceptacji.

Począwszy od pierwszych doświadczeń z wysokim rozcieńczeniem przeprowadzonych w roku 1984 do chwili obecnej wykonano tysiące tego typu eksperymentów, które znacznie wzbogaciły naszą wstępną wiedzę na ten temat. Jak dotąd nie stwierdzono żadnego błędu w tych eksperymentach ani też żaden eksperyment nie dowiódł błędności wysuniętej hipotezy. Co więcej, okazało się, że wyniki tych eksperymentów stoją w zgodzie z obecnie obowiązującymi teoriami biologicznymi i mogą być do nich włą- czone jako ich rozszerzenie. Możliwość, że prowadzone przez nas przez ostatnie piętnaście lat badania były jednym wielkim błędem, coraz bardziej maleje i jesteśmy coraz bardziej przekonani, że udało się nam odkryć istotne dla biologii i życia zjawisko. Celem DigiBio2 jest zachowanie przodującej roli w zakresie naukowych i przemysłowych odkryć, które wyłonią się z prowadzonych w tej dziedzinie badań. Wyjaśnienie istoty biologii numerycznej Wyjaśnienie, czym jest biologia numeryczna, jest niemożliwe bez wyjaś- nienia jej fundamentalnej zasady. Celem tego artykułu nie jest cytowanie wyników kolejnych eksperymentów, ale raczej wyjaśnienie laikom w moż- liwie najprostszy sposób, na czym polega to radykalnie nowe podejście do biologii. Mam nadzieję, że będzie to z pożytkiem dla wszystkich, zarówno naukowców, jak i tych, którzy nie siedzą w tych sprawach.

Czy można uwierzyć w to, że pewna szczególna aktywność biologicznie czynnych molekuł (np. histaminy, kofeiny, nikotyny czy adrenaliny), nie mówiąc już o immunologicznej sygnaturze wirusa lub bakterii, da się zapisać i przedstawić w formie numerycznej przy zastosowaniu komputerowej karty dźwiękowej niczym zwykły dźwięk? Proszę wyobrazić sobie zakłopotanie Archimedesa, któremu pokazano by telefon i powiedziano, że za jego pomocą będą mogli go usłyszeć ludzie mieszkający po drugiej stronie naszego globu, nie wytłumaczywszy mu wcześ- niej natury fal dźwiękowych i sposobu ich zamiany na impulsy elektromagnetyczne. Życie zależy od sygnałów, które wymieniają między sobą molekuły. Jeśli na przykład ktoś się rozzłości, adrenalina „mówi” swojemu receptorowi, i tylko jemu, aby spowodował szybsze bicie serca, skurczył powierzchniowe naczynia krwionośne etc. W biologii określenie „sygnał molekularny” jest używane bardzo często, ale kiedy zapytamy nawet najwybitniejszego biologa, jaki jest jego sens fizyczny, spojrzy na nas z szeroko otwartymi oczami zdając się nie rozumieć pytania. W rzeczy samej biolodzy przyrządzili rygorystyczną fizykę kartezjańską na swój własny sposób – bardzo odbiegający od realiów współczesnej fizyki – i w rezultacie prosty kontakt (chodzi o kartezjańskie prawa zderzenia ciał szybko obalone przez Huygensa) między dwoma zderzającymi się ciałami wytwarza według nich energię, czyli zachodzi między nimi wymiana informacji. Przez wiele lat wierzyłem i recytowałem ten katechizm nie zdając sobie sprawy z jego absurdalności, podobnie jak ludzkość nie zdawała sobie sprawy z absurdalności wiary w to, że Słońce krąży wokół Ziemi. Kiedy przyjrzymy się faktom, prawda okazuje się bardzo prosta i do jej odkrycia nie potrzeba żadnej „zapaści świata fizyki bądź chemii”. Od dziesią- tków lat wiemy, że molekuły drgają. Każdy atom molekuły i każde wewnątrzmolekularne wiązanie – pomost łączący atomy – emituje zespół okreś- lonych częstotliwości. Te szczególne częstotliwości prostych lub złożonych molekuł można dzięki radioteleskopom wykrywać nawet z odległości miliardów lat świetlnych.

Biofizycy uważają te częstotliwości za istotną cechę materii, natomiast według biologów fale elektromagnetyczne nie odgrywają jakiejkolwiek roli w funkcjach molekularnych. Określeń „częstotliwość” lub „sygnał” (w ich fizycznym sensie) próżno by szukać w biologicznych opracowaniach na temat molekularnych oddziaływań, nie mówiąc już o takich terminach, jak elektromagnetyzm, którego zastosowanie byłoby – przynajmniej we Francji – wystarczającym powodem do ekskomuniki każdego stosującego je biologa przez naukową inkwizycję. Żałuję, że podobnie jak Archimedesowi nie strzeliła mi do głowy w wannie genialna myśl: — Eureka, drgania molekuł nie istnieją same dla siebie, lecz są narzę- dziem wymiany umożliwiającym cząsteczkom przesyłanie instrukcji do następnej w kolejności molekuły znajdującej się w ciągu zdarzeń, które rządzą funkcjami biologicznymi i prawdopodobnie w dużym stopniu również chemicznymi. Niestety, tak się nie stało. Podążałem ścieżką wiodącą przez eksperymenty. Molekularna sygnalizacja Około roku 1991, po ośmiu latach badań, okazało się, że określone sygnały molekularne można przesłać przy pomocy wzmacniacza i cewek elektromagnetycznych.

W lipcu 1995 roku zapisałem i odtworzyłem te sygnały przy pomocy multimedialnego komputera. Z uwagi na swoje ograniczenia komputerowa karta dźwiękowa może zapisać jedynie częstotliwości nie przekraczające 20 000 herców. W wyniku wielu tysięcy doświadczeń doprowadziliśmy receptory, zarówno prostych, jak i złożonych molekuł, do tego, żeby „uwierzyły”, iż znajdują się w towarzystwie swoich ulubionych czą- steczek. Dokonaliśmy tego odtwarzając zapisane ich częstotliwości. Aby to uzyskać, należy przeprowadzić dwie operacje: a) zapisać aktywność substancji w komputerze, b) odtworzyć zapis biologicznemu układowi wyczulonemu na tę substancję. Tak więc istnieją wszelkie powody ku temu, aby przypuszczać, że kiedy molekuła znajduje się w obecności swojego receptora, czyni to samo: emituje częstotliwości, które receptor jest w stanie rozpoznać. Oznacza to, że: 1. Sygnał molekularny może być reprezentowany przez spektrum częstotliwości mieszczących się w przedziale od 20 Hz do 20 000 Hz, to znaczy w tym samym co ludzki głos lub muzyka. Od setek tysięcy lat ludzie odnosili częstotliwości foniczne do mechanizmów biologicznych – emocji.

Proponując dziewczynie miłosną przygodę nie śpiewamy pod jej balkonem nowej wersji Marsylianki, podobnie jak kierując żołnierzy do ataku nie gramy im Kołysanki Brahmsa. Kompozytorzy muzyki odtwarzanej w supermarketach lub windach podświadomie uprawiają neuropsychologię. Wysokotonowe, gwałtowne dźwięki rodzą lekkość ducha, zaś wysokotonowe i powolne – słodycz. Dźwięki głębokie i jednocześnie gwałtowne rozbudzają ducha walki, a głębokie i powolne – emocje takie jak smutek i żal. Takie są podstawowe mózgowe, fizykochemiczne zjawiska pobudzane przez określone częstotliwości. Gdy przesyłamy do biologicznego systemu uprzednio nagrane sygnały czynnoś- ciowe, nie robimy nic innego. 2. Biologiczne systemy działają podobnie jak odbiorniki radiowe – na zasadzie korezonansu.

Jeśli dostroimy odbiornik do częstotliwości 92,6 MHz, wówczas dostrajamy go do częstotliwości nadajnika nadającego na tej częstotliwości – odbiornik i nadajnik drgają z tą sama częstotliwością. Jeśli zmienimy nieznacznie ustawienie, powiedzmy na 92,7 MHz, nie będziemy już odbierali stacji nadającej na częstotliwości 92,6 MHz, lecz stację nadająca na częstotliwości 92,7 MHz. 3. Ten postęp w rozumieniu najskrytszego mechanizmu molekularnego rozpoznawania i sygnalizacji wcale nie obala ustaleń nauk biologicznych, a już zupełnie fizycznych i chemicznych. Nie usunęliśmy niczego z klasycznych definicji, a jedynie posunęliśmy się krok do przodu dodając nowy element do obecnej wiedzy. To normalny cykl postępu naukowego i nie ma żadnego powodu do pomstowania oraz rzucania klątw. Jesteśmy teraz w stanie zrozumieć, w jaki sposób miliony biologicznych molekuł komunikują się (z prędkością światła) z odpowiadającymi im molekułami, i tylko z nimi, co jest fundamentalną zasadą działania systemów biologicznych oraz powodem, dla którego niewielkie chemiczne modyfikacje dają znaczne zmiany funkcjonalne – coś, czego „strukturalni” biolodzy nie potrafią wyjaśnić. Twierdząc, że jedynie całe struktury potrafią wykonywać działania, biolodzy znaleźli się w przednewtonowskim świecie, w którym ruch ciał niebieskich opisany jest w kategoriach ptolomeuszowskich epicykloid3 .

Stąd właśnie wynika niezdolność współczesnej biologii do wyjaśnienia głównych stanów patologicznych końca obecnego stulecia (w tym miejscu nawiązuję do mojego artykułu zamieszczonego w Le Monde z 22 maja 1996 roku, który do dziś nie spotkał się z jakąkolwiek polemiką). Przejście od koncepcji skostniałej biologii struktur do koncepcji informacji przemieszczającej się z prędkoś- cią światła może odbyć się bez wywoływania „rewolucji”. W przeciwieństwie do głupich plotek zapis czynności molekuł nie przeczy istnieniu samych molekuł (ostatecznie właściwe poszczegó- lnym molekułom informacje elektromagnetyczne muszą pochodzić od nich samych), a jedynie prawu oddziaływań między masami, zgodnie z którym ich efekt jest wprost proporcjonalny do liczby molekuł. To tak, jakby mówić, że śpiewak może zniknąć po nagraniu jego głosu! Innymi słowy, nie eliminujemy ani włącznika światła ani żarówki, a jedynie powiadamy, że oba te urzą- dzenia łączy drut ze strumieniem elektronów.

Nie znajdujemy się w jakimś innym świecie elektromagnetyzmu, na który zamieniamy stary świat molekularny. Rejestrujemy, kopiujemy i przesyłamy – a wkrótce będziemy także modyfikować – elektromagnetyczne sygnały emitowane przez molekuły podczas ich normalnego funkcjonowania. Pamięć wody Co to wszystko ma wspólnego z wodą? Otóż, jest ona nośnikiem informacji. Nie może być inaczej, skoro w ludzkim ciele na każdą molekułę protein przypada 10 000 molekuł wody. Nie ma też w tym żadnego problemu – łódź podwodna porozumiewa się z bazą przy pomocy fal elektromagnetycznych niskiej częstotliwości, a nie wysokiej, rzędu megaherców, które nie przechodzą przez wodę. statnio przeprowadziliśmy bardzo proste eksperymenty pokazujące, że molekuła będąca w normalnym aktywnym stężeniu nie działa w ośrodku pozbawionym wody. Dodanie wody nie wystarcza jednak do przywrócenia jej aktywności – woda musi być „poinformowana”.

Inaczej mówiąc, kiedy molekuły zapoczątkowują jakąś biologiczną działalność, nie przesyłają sygnałów bezpośrednio. Końcowa praca jest wykonywana przez otaczającą molekułę wodę, która przekazuję pałeczkę sztafety i być może wzmacnia sygnał. To tak jak z płytą kompaktową – dźwięk nie jest wytwarzany bezpośrednio przez nią. Płyta przenosi jedynie dane, które stają się słyszalne po ich przetworzeniu i wzmocnieniu przez układ elektroniczny. „Pamięć wody”? To rzeczywiście brzmi tajemniczo, ale nie bardziej niż to, że związek powstały z połączenia dwóch gazów (woda) ma w normalnej temperaturze i ciśnieniu postać ciekłą, a podczas stygnięcia rozszerza się. Stwierdzono także, że w wodzie występują ośrodki spójne o własnościach podobnych do laserów (E. del Giudice, G. Preparata, G. Vitiello, „Water as a free electric dipole laser”, Phys. Rev. Lett., 61:1085-1088, 1988). Co więcej, stosunkowo niedawno odkryto istniejący w wodzie unikalny rodzaj stałego (nietopliwego) lodowego kryształu, który zachowuje pole elektryczne (Shui-Yin Lo, Angela Lo, Li Wen Chong i inni, „Physical properties of water with IE structures”, Modern Physics Letters B, 10[19]:921-930, 1996). Fizycy nie mają co obawiać się bezrobocia! Mimo to woda od wielu lat nie jest obiektem naszych badań. Transmisja molekularnych sygnałów Tym, co nas obecnie najbardziej interesuje, to nie natura magnetycznego ośrodka i zasada jego działania, ale zapisany w nim przekaz, który można kopiować i przesłać. W rezultacie naszych eksperymentów uważamy, że objaśniliśmy fizyczną naturą sygnału molekularnego. Zasada ta jest równie prosta jak proces spalania mieszaniny benzyny i powietrza, lecz konsekwencje jej zastosowania mogą być ogromne.

Ich szczegółową charakterystykę przedstawię innym razem. Poniżej podaję ich krótkie podsumowanie… Obecnie jedynym sposobem zidentyfikowania molekuły jest zaniesienie próbki, najczęściej pobranej metodą inwazyjną lub destrukcyjną, do laboratorium. Z kolei przy pomocy metody numerycznej przekazujemy sygnał przy zastosowaniu klasycznych środków łączności, który może być odebrany natychmiastowo i przeanalizowany na drugim końcu świata. Przy zastosowaniu tej metody możliwe bę- dzie wykrycie substancji toksycznych, protein (antygenów, antyciał, prionów) oraz molekularnych kompleksów (pasożytów, bakterii, wirusów, nienormalnych komórek). Warto dodać, że obecnie nie istnieją metody pozwalające na wykrywanie prionów in vivo (wewnątrz żywego organizmu), co pociąga za sobą istotne skutki epidemiologiczne i gospodarcze. Wykrywanie antygenów i antyciał – jeśli ograniczymy się tylko do tego zakresu – jest w znacznej mierze zadaniem klinicznych laboratoriów biologicznych. Co więcej, niektóre wyniki sugerują, że metody te mogą mieć zastosowanie w przemyśle chemicznym oraz w monitoringu środowiska, to znaczy wykrywaniu na odległość mikroorganizmów lub produktów z genetycznie zmodyfikowanych roślin. Opanowanie tych technik przyniosłoby niezwykły postęp w dziedzinie medycznych procedur diagnostycznych oraz w przemyśle przetwórczym płodów rolnych i to z dużym technologicznym i komercyjnym skutkiem. Mentalna blokada naukowców Końcowe pytanie brzmi: Dlaczego naukowcy tak uparcie przeciwstawiają się ewolucji nauki? Czy chodzi o obronę ich poletka? Czemu w imię niejasnych dogmatów, które, jak wykazała historia nauki, są często efemeryczne, odrzucają odkrycia, które oznaczają postęp w ich dziedzinie? Czyżby te odkrycia stwarzały zagrożenie dla ich kruchych dogmatów? Tego rodzaju pytania mają znaczenie nie tylko filozoficzne, jako że ludzie ci to często rzeczoznawcy, doradcy polityków i przemysłowców.

To oni mają wpływ na – najczęściej utrudniają – wdrażanie owoców postępu naukowo-technicznego. Nie mam pojęcia, skąd biorą się te zahamowania, które są, przynajmniej teoretycznie, nie do pogodzenia z rolą naukowców. Oto cytat (zaczerpnięty z francuskiej edycji Encyclopaedia Universalis z hasła „mechanizm”), który dowodzi, że są one niestety ponadczasowe: Doskonały przykład dylematu „mechanizmu” znajdujemy w kartezjańskiej opozycji wobec newtonowskiego spojrzenia na świat, które zwolennicy Kartezjusza poddawali w wątpliwość i jednocześnie uważali za próbę pchnięcia nauki na tory prowadzące wstecz, poniżej poziomu, jaki osiągnęła już teoria „mechanizmu”.4 . Jeśli chodzi o Kartezjusza, problem polega na tym, że według niego ruch jest możliwy tylko wtedy, gdy ma miejsce kontakt i występują siły impulsywne; oddziaływanie na odległość, przyciąganie – jak mawiał Fontenelle – może oznaczać jedynie powrót do fizyki ruchu współczulnego i atrybutów okultyzmu… W ten sposób wykluczają oni Newtona ze sporu naukowego i dyskwalifikują go zarzucając mu obskurantyzm. Tak więc środowisko francuskich naukowców przeciwstawiało się teorii Newtona przez długi czas, a właściwie ignorowało ją… w ten sposób „mechanizm”, który stanowił przeszkodę w rozwoju nauki, został zablokowany. Proponując totalny przełom i inny model mechaniki, w którym stały się możliwe ruchy inne od wywoływanych impulsem, Newton był niewątpliwie w mniejszym stopniu oponentem „mechanizmu” niż jego zwolennikiem. Setki lat później słyszymy te same słowa. „To muszą być molekuły” (Francois Jacob) – to znaczy kontakt, potężny impuls – twierdzą nasi prominenci nauki niewolniczo przywiązani do skostniałego, mechanistycznego, kartezjańskiego dogmatu. To samo zaprzeczanie możliwości oddziaływania na odległość, te same oskarżenia o powrót do obskurantyzmu. Kartezjusz kontra Newton – jesteś- my w dobrym towarzystwie…


Witajcie na moim blogu!

Witam Was na moim blogu. To dopiero skromne początki ale już niedługo będzie on tętnił życiem. Zapraszam Was do czytania moich wpisów i komentowania ich.


RANKING STRON. Darmowa reklama w internecie. Darmowe statystyki TOPLISTA. Najlepsza toplista. Ranking. Fajne forum dyskusyjne - ranking forum. Najlepsze fora.